TERAZ 9°C
JAKOŚĆ POWIETRZA Umiarkowana
reklama Toya 2

Dezerter zrobił swoje. Tłum, pogo i punkowy wieczór w Piotrkowie [FOTO]

F.Zieliński
Filip Zieliński niedz., 20 września 2026 10:42

Czarne koszulki, skóry, ćwieki, bandany, glany, a pod sceną pogo. W sobotni wieczór piotrkowski amfiteatr na kilka godzin zmienił klimat i cofnął się o dobre trzy dekady. Dezerter przyciągnął tłum, jakiego podczas koncertu w tym miejscu nie widzieliśmy od lat. Co najciekawsze – bawili się razem ci, którzy pamiętają początki polskiego punk rocka, i ci, którzy urodzili się długo po jego największym rozkwicie.

Na Dezertera trzeba było chwilę poczekać. District PTHC, który rozgrzewał publiczność przed gwiazdą wieczoru, nieco przeciągnął swój występ. Nikt jednak specjalnie nie protestował. Pod sceną robiło się coraz ciaśniej, zapełniały się kolejne miejsca, a kiedy wreszcie zabrzmiały pierwsze dźwięki koncertu Dezertera, amfiteatr był już pełen ludzi gotowych na znacznie więcej niż spokojne słuchanie muzyki.

Czerń zdecydowanie wygrała ten wieczór

Jeżeli ktoś przypadkiem trafił w sobotę w okolice amfiteatru, mógł przez moment zastanawiać się, czy kalendarz na pewno pokazuje 2026 rok.

Królowała czerń. Koszulki Dezertera i innych zespołów, skórzane kurtki, ćwieki, naszywki, bandany, ciężkie buty. Niektórzy przyszli ubrani tak, jakby właśnie wyszli z punkowego koncertu sprzed trzydziestu kilku lat. Inni tę estetykę odkrywają dopiero teraz. I chyba właśnie ten obrazek był podczas sobotniego koncertu najciekawszy.

Bo obok siebie stali ludzie, których od pierwszych koncertów Dezertera dzielą całe pokolenia.

Jedni pamiętają jeszcze kasety, przegrywanie muzyki od znajomych i czasy, gdy zdobycie nagrania ulubionego zespołu wymagało trochę więcej wysiłku niż wpisanie jego nazwy w telefonie. Obok nich bawili się nastolatkowie i dwudziestolatkowie. A kiedy zaczynał się kolejny utwór, różnica wieku przestawała mieć większe znaczenie.

Pod sceną spokojnie nie było

Pierwsze rzędy szybko zamieniły się w wir ludzi. Było pogo, podskakiwanie, przepychanie się i ręce w górze. Kto chciał spokojnie posłuchać koncertu, zdecydowanie bezpieczniej czuł się kilka metrów dalej.

Słów utworów nie trzeba było publiczności przypominać. Ludzie śpiewali, a częściej po prostu wykrzykiwali je razem z zespołem. I nie dotyczyło to tylko osób, które z Dezerterem są od dekad. Teksty równie dobrze znali młodzi stojący pod samą sceną.

To sprawiło, że koncert nie wyglądał jak sentymentalny powrót zespołu sprzed lat. Bardziej jak dowód na to, że ta muzyka znalazła sobie kolejne pokolenie odbiorców.

Czterdzieści lat różnicy i ten sam refren

Dezerter jest obecny na polskiej scenie od początku lat 80. Przez ten czas zmieniała się Polska, zmieniała się muzyka, sposób jej słuchania i kolejne pokolenia publiczności. W sobotę w Piotrkowie można było zobaczyć je obok siebie.

Byli ci, którzy z tą muzyką dorastali. Byli też ci, dla których początki Dezertera to historia sprzed narodzin ich rodziców. Pod sceną nie miało to większego znaczenia.

I być może właśnie dlatego piotrkowski amfiteatr dawno podczas koncertu nie wyglądał w ten sposób. Pełne trybuny, tłum przed sceną, pogo i teksty wykrzykiwane przez publiczność pokazały, że na punk rocka w Piotrkowie wciąż jest sporo miejsca.

Zobacz wideo

A wszystko zaczęło się kilka godzin wcześniej znacznie bardziej motoryzacyjnie. Koncert był finałem zakończenia lata, podczas którego centrum Piotrkowa wypełniły setki motocykli, klasyków i samochodów amerykańskich. Wieczorem ryk silników zastąpiły gitary. I patrząc na to, co działo się pod sceną, było to całkiem naturalne przejście.

Reklama

Podsumowanie

    reklama

    Komentarze 11

    reklama

    Dla Ciebie

    9°C

    Pogoda

    Kontakt

    Radio