Pod skwerem im. Józefa Chełmońskiego w Piotrkowie Trybunalskim od blisko 25 lat leży kapsuła czasu. Nie, to nie jest miejska legenda z gatunku „ktoś kiedyś coś słyszał”. Kapsułę naprawdę zakopano, a obok stanął Przystanek 2000 – jedna z bardziej osobliwych i jednocześnie najbardziej „końcomilenijnych” inicjatyw, jakie przydarzyły się Piotrkowowi u schyłku lat 90.
Dziś po rzeźbie „typowego faceta końca mijającego tysiąclecia” nie ma już śladu, ale sama kapsuła wciąż spoczywa pod ziemią – gdzieś pomiędzy pocztą a cerkwią. W środku zamknięto to, co Piotrków z przełomu wieków chciał zostawić po sobie następnym pokoleniom: trochę sztuki, trochę codzienności, trochę lokalnych pamiątek i trochę przekory.
Do tej historii wracamy nieprzypadkowo. W archiwum „Tygodnia Trybunalskiego” zachowały się zdjęcia z zakopania kapsuły i odsłonięcia Przystanku 2000, niepublikowane od 2000 roku. Są też nagrania z pozdrowieniami dla mieszkańców przyszłości – prawdziwy głos Piotrkowa z września 2000 roku.
Koniec lat 90. w Piotrkowie miał swój własny rytm. Z jednej strony koncerty, spotkania artystów, „Skrzyżowania”, „Translacje” i cały ten ferment, za którym stał Stanisław Piotr Gajda. Z drugiej – imprezy Radia Piotrków, lokalne wydarzenia, tłumy ludzi spragnionych tego, żeby wyjść z domu i uczestniczyć w czymkolwiek, co choć trochę odrywało od siermiężnej codzienności lat po transformacji. A nad tym wszystkim wisiało jeszcze jedno słowo: milenium.
Nowe tysiąclecie. Brzmi dziś trochę jak relikt epoki kaset magnetofonowych, ale wtedy działało na wyobraźnię.
Mnie to bardzo jarał ten moment przejścia pomiędzy XX a XXI stuleciem. To taki przełom. Wydawało mi się, że coś niesamowitego musi się zdarzyć – wspomina dziś Stanisław Piotr Gajda.
I właśnie z tego klimatu – trochę artystycznego, trochę radiowego, trochę towarzyskiego, a trochę po prostu ludzkiego – narodził się pomysł na kapsułę czasu i Przystanek 2000.
Dziś pewnie zaczęłoby się od wniosku, harmonogramu, budżetu, partnerów, logotypów i tabelek. W 2000 roku wystarczyło w zasadzie powiedzieć: „zróbmy to”.
Tak przynajmniej wynika ze wspomnień Stanisława Piotra Gajdy. Jak opowiada, zwrócił się do dewelopera Zbigniewa Wilka z prostą propozycją.
Mówiłem do pana Zbigniewa Wilka: wie pan, chciałbym takie coś zrobić. (…) Wybetonował taki silos, do którego zgromadziliśmy rzeczy. Każdy mógł przynieść, zostawić. Zostało zamurowane – wspomina artysta.
Do tego doszła jeszcze okrągła ławeczka, ustawiona obok w ramach – jak to określił artysta – „meblowania miasta”. I tak, w samym centrum Piotrkowa, tuż przy skwerze niedaleko cerkwi, powstało miejsce, które miało opowiadać o przełomie wieków po piotrkowsku.
Najlepsze w kapsułach czasu jest to, że nigdy nie wiadomo, czy będą bardziej patetyczne, czy bardziej swojskie. Piotrków wybrał wariant drugi, z wyraźnym dodatkiem lokalnej fantazji.
Z artykułu „Zakopana na 100 lat”, opublikowanego we wrześniu 2000 roku w „Tygodniu Trybunalskim”, wynika, że do kapsuły trafiły m.in.:
Trzeba przyznać, że jeśli ktoś za 75 lat odkryje ten zestaw bez żadnego kontekstu, może dojść do wniosku, że Piotrków przełomu tysiącleci był miejscem bardzo osobliwym, ale za to dobrze udokumentowanym.

W kapsule znalazły się również nagrania z pozdrowieniami dla ludzi, którzy otworzą ją w przyszłości. Co ważne, kopie tych materiałów przetrwały w archiwach, więc nie trzeba czekać do 2100 roku, żeby usłyszeć, co mieszkańcy i twórcy z 2000 roku chcieli powiedzieć potomnym.
W jednym z takich nagrań Stanisław Piotr Gajda mówił:
Mam nadzieję, że za 100 lat słońce będzie tak samo wschodzić i zachodzić. Kobiety będą rodzić, a ludzie będą się kochać. Że będą piękne, namiętne kobiety, że będą artyści, poeci i szaleńcy.
Resztę – zgodnie z duchem kapsuły czasu – warto zostawić już Piotrkowianom z 2100 roku. Albo przynajmniej tym, którzy kiedyś zdecydują się ją otworzyć.
Sama kapsuła to jednak tylko połowa tej historii. Tuż obok stanął bowiem Przystanek 2000 – instalacja, która miała oswoić nowy wiek nie tylko pod ziemią, ale też na powierzchni.
Jak wspomina Gajda, pomysł rozwijano razem z Tomaszem Stachaczykiem. Skoro w Piotrkowie działały już „Skrzyżowania”, a sztuka w przestrzeni miejskiej nie była niczym obcym, pojawił się plan, by przy kapsule stanęła rzeźba.
Poprosiłem artystę Jarosława Luterackiego, żeby jakąś rzeźbę postawił. Ale że nigdy nie było pieniędzy, no to była taka namiastka rzeźby. On to zrobił z żywic – opowiada Stanisław Piotr Gajda.
Tak powstał „typowy facet końca mijającego tysiąclecia” – nieco przygarbiony, zmęczony życiem, oparty o słupek przystankowy. Obok pojawił się znak Przystanek 2000. Całość dopełniała wspomniana ławeczka. Instalacja miała w sobie coś z żartu, coś z komentarza do epoki i coś z miejskiej scenografii.
Rzeźba z żywicy nie wytrzymała próby czasu. Jak wiele rzeczy w przestrzeni publicznej, przegrała z wandalami i zwyczajnym upływem lat. Przystanek 2000 nie zniknął jednak całkiem z pamięci starszych mieszkańców. Nadal kojarzy się z tym skwerem i z momentem, w którym Piotrków próbował symbolicznie przywitać nowe tysiąclecie.
Znacznie bardziej zagadkowa jest kapsuła. Ona – przynajmniej wszystko na to wskazuje – nadal tam jest. Pod ziemią, w betonowym silosie, z winem, 50 groszami, planami zagospodarowania i lokalną prasą, która miała opowiedzieć przyszłości, czym żył Piotrków w 2000 roku.
Stanisław Piotr Gajda przyznaje, że dojrzewa w nim pomysł, by do tej idei wrócić. Nie chodzi o nową kapsułę czasu, ale o odtworzenie samego Przystanku 2000 – już nie jako prowizorycznej formy z żywicy, lecz pełnoprawnej rzeźby.
Myślę, żeby jednak wrócić do Przystanku 2000. Może zrobić zbiórkę obywatelską, żeby postawić tam pełną rzeźbę, pełny odlew przechodnia – mówi.
Czy ten pomysł uda się zrealizować? Trudno powiedzieć. Ale nawet jeśli nie, to sama historia kapsuły czasu i Przystanku 2000 pokazuje coś ważnego: że pod koniec lat 90. w Piotrkowie było miejsce na szalone, trochę niepraktyczne, a przez to bardzo ludzkie pomysły. I że nie wszystko musiało zaczynać się od excela.
Komentarze 0