90 minut spotkania derbowego regionu w IV lidze między piotrkowską Polonią a RKS Radomsko nie zachwycało. Sytuacji bramkowych było niewiele. Jednak ostatnie kilka minut to prawdziwy rollercoaster. Ostatecznie goście wygrali 1-0 i nadal liczą się w walce o awans.
Pierwsza połowa spotkania to przewaga RKS Radomsko. Jednak sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo. Poloniści dobrze się bronili rzadko atakując.
W drugiej części lepiej zaczęła ekipa trenera Roberta Grzesiuka. Była to jednak tylko przewaga optyczna. Od 65 minuty zdecydowanie dominowali już goście z Radomska. W bramce Polonii dobrze spisywał się Kamil Miazek. W 90 minucie piłkarze RKS dopięli jednak swego. Na listę strzelców wpisał się Mikołaj Fronczyk. Wśród gości zapanowała olbrzymia radość. Wówczas obudzili się poloniści. Jeden z piłkarzy z Radomska został ukarany drugą żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną i musiał opuścić boisko. Sędzia przedłużył mecz o kilka minut. Zawodnicy i sztab szkoleniowy RKS domagali się zakończenia spotkania. Jednak desperacka próba Polonii przyniosła efekt, w polu karnym gości padł piłkarz z Piotrkowa i sędzia zarządził jedenastkę. Na nic zdały się protesty radomszczan. Do rzutu karnego przymierzył się Oskar Osiński, który wszedł z ławki rezerwowych. Jego intencje wyczuł jednak Daniel Niżnik. Chwilę później sędzia Tomasz Lewandowski zakończył mecz.
- I chcąc nie chcąc zostałem bohaterem. Myślę, że karny był ewidentny, ale protestowaliśmy, bo sędzia powiedział, że za półtorej minuty będzie koniec meczu, a ja miałem wrażenie, że minęło z sześć minut. Z mojej perspektywy cały mecz był pod naszą kontrolą. Przeciwnik wygrażał się jakimiś nielicznymi kontrami. Dwie, trzy interwencje. Cały mecz był pod naszą kontrolą. I z mojej perspektywy to jest zasłużone zwycięstwo. Tak naprawdę 2-0, 3-0 tutaj byłoby jeszcze bardziej sprawiedliwe. Bo przeciwnik od siedemdziesiątej minuty już usiadł i tak naprawdę gnietliśmy ich – powiedział nam po spotkaniu bohater meczu bramkarz RKS Daniel Niżnik.
Szkoleniowiec Polonii Piotrków Robert Grzesiuk był nieco innego zdania. Jak podkreślił mecz był wyrównany. - Od samego początku widać, że to były szachy i mecz będzie na 0-0. Dziewięćdziesiąta minuta dostajemy na 1-0. W dziewięćdziesiątej trzeciej czy czwartej mamy rzut karny, który musimy zamienić na bramkę. Wynik byłby zupełnie inny. Myślę, że nie byłby krzywdzący dla jednej i drugiej strony. Przegraliśmy 0-1, podnosimy głowę do góry. Jestem dumny z chłopaków, z tego co zrobili, walczyli, nie poddawaliśmy się.
Na murawie pojawili się dwaj nowi piłkarze: Filip Zimowski, który rozegrał całe spotkanie i Japończyk Nakayama Shinzaburo (wszedł na ostatnie 20 minut).
Komentarze 2