Co dzieje się z pszczołami w regionie piotrkowskim? Po doniesieniach o dużych stratach rodzin pszczelich temat trafił do programu „Magiel” w radiu Strefa.FM. Marcin Cecotka rozmawiał z pszczelarzami, którzy przedstawili różne spojrzenia na sytuację. Wśród możliwych przyczyn wymieniali podawany wiosną pokarm, choroby i pasożyty, ale również suszę oraz niedobór naturalnego pożytku.
O problemie zrobiło się głośno po zgłoszeniach pszczelarzy dotyczących strat w pasiekach. Poseł Grzegorz Lorek mówił wcześniej wręcz o „pandemii wśród pszczół”. W „Maglu” do tego określenia odniósł się Krzysztof Głowacki, pszczelarz z Piotrkowa Trybunalskiego.
Nie uważam, że to jest pandemia, to znaczy choroba przenosząca się między pszczołami. Efektem tej „pandemii”, tak w cudzysłowie można powiedzieć, było podanie na wiosnę ciasta, które miało pomóc pszczołom w rozwoju – mówił Krzysztof Głowacki.
Ciasto pszczele jest pokarmem podawanym rodzinom m.in. w okresach, kiedy mają niewystarczające zapasy naturalnego pożywienia. Ma wspomagać ich kondycję i rozwój. Właśnie taki pokarm znalazł się wcześniej w centrum dyskusji części pszczelarzy z województwa łódzkiego.
Krzysztof Głowacki twierdzi, że po jego zastosowaniu obserwowano osypy pszczół, zamieranie czerwiu i stopniowe słabnięcie rodzin. Zwracał przy tym uwagę na zastosowane w pokarmie dodatki, m.in. paprykę i cynamon.
W audycji padły również konkretne liczby. Krzysztof Głowacki powiedział, że według posiadanych przez niego informacji w regionie piotrkowskim straty miały objąć około 1800 rodzin pszczelich.
Z tego, co wiem, do prezydenta Polskiego Związku Pszczelarskiego dotarła informacja łącznie o 4800 rodzinach, które upadły w Polsce. Natomiast na terenie całego regionu piotrkowskiego to 1800 rodzin – mówił.
Jednocześnie zwrócił uwagę na problem z ewentualnym dochodzeniem roszczeń. Jak tłumaczył, wielu pszczelarzy po zauważeniu martwych pszczół usuwało je z uli, podejrzewając początkowo chorobę. W efekcie nie zabezpieczali materiału, który później mógłby zostać wykorzystany do badań.
Nie wszyscy rozmówcy „Magla” wskazywali jednak na jedną przyczynę. Piotr Robaszek, prezes rejonowego koła pszczelarzy w Piotrkowie Trybunalskim, również mówił o słabnięciu rodzin, które otrzymały wspomniany pokarm.
Te rodziny, które dostały troszkę tego ciasta, nie rozwijały się tak jak po innym cieście, tylko zaczęły słabnąć – mówił.
Jednocześnie wskazał na inne poważne zagrożenia dla pasiek: przede wszystkim warrozę i nosemozę. Do tego dochodzą tegoroczne warunki pogodowe.
To lato jest bardzo suche i brakuje pyłku. Pszczoły przynoszą go bardzo mało, a dla rozwoju rodziny pszczelej jest on niezwykle ważny. Ta susza to też jedna z przyczyn, która osłabia rodziny – tłumaczył Piotr Robaszek.
Jeszcze inne doświadczenia ma Michał Cejnuk z Pasieki na Mokrych. Jak powiedział w Strefie.FM, u siebie nie zauważył ponadprzeciętnych strat.
W mojej pasiece nie odnotowałem większych, znacznych spadków rodzin pszczelich – mówił.
Michał Cejnuk zaznaczył jednocześnie, że nie podał swoim pszczołom pokarmu, o którym dyskutuje środowisko. Miał wcześniej własny produkt, a zanim zdecydował się wykorzystać ten otrzymany w ramach programu, wśród pszczelarzy zaczęły pojawiać się informacje o możliwych problemach.
Pytany, czy wspomniane ciasto rzeczywiście mogło odpowiadać za straty u innych pszczelarzy, odpowiedział krótko: – "Trudno mi jest powiedzieć".
Z jego rozmów z innymi właścicielami pasiek wynika natomiast, że część z nich rzeczywiście odnotowała większe straty lub osłabienie rodzin. Zwrócił też uwagę, że pewien poziom strat, szczególnie po zimie, jest w pszczelarstwie zjawiskiem naturalnym.
Na problem z jeszcze innej strony spojrzał Paweł Kowalski z Nadleśnictwa Piotrków. Jego zdaniem w dyskusji trzeba uwzględnić również dużą liczbę pszczół miodnych i pasiek.
Pszczół jest bardzo dużo. Jest pewne przepszczelenie, jeśli chodzi o pszczołę miodną – mówił.
Przywołał doświadczenia z projektu dotyczącego leśnych barci. Leśnicy starali się umieszczać je co najmniej pięć kilometrów od najbliższej pasieki, jednak ze względu na ich dużą liczbę nie zawsze było to możliwe.Kowalski wskazał również na zależność między zagęszczeniem populacji a chorobami oraz pasożytami. Podkreślił przy tym, że pszczoła miodna nie jest jedynym zapylaczem – ważną rolę pełnią również dzikie pszczoły, murarki czy trzmiele.
Jego zdaniem jednym z podstawowych problemów jest obecnie dostępność naturalnego pokarmu.
Najważniejsza rzecz, którą powinniśmy robić, to dawać im późny pożytek. Pszczoły powinny mieć teraz i we wrześniu z czego korzystać, powinny mieć nektar – tłumaczył Paweł Kowalski.
Komentarze 0