Sąd Rejonowy w Piotrkowie przesłucha w poniedziałek pięciu strażaków z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Piotrkowie, którzy byli na miejscu tragedii. Na ławie oskarżonych zasiada Sebastian M., któremu prokuratura zarzuciła doprowadzenie do wypadku na A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina.
Według pierwszego świadka droga w miejscu wypadku nie była zablokowana, była jedynie zastawiona przez wozy bojowe. Można powiedzieć że OSP zabezpieczyła miejsce zdarzenia. Drogę zablokowała policja. Jednak sędzia prosiła o doprecyzowanie czy auta mogły się przemieszczać . Świadek stwierdził że nawet jeśli miejsce jest zabezpieczone wozem bojowym to kierowcy potrafią je ominąć. Według strażaka auta przejeżdżały przez miejsce zdarzenia. W pewnym momencie policja zablokowała całkowicie drogę w kierunku Katowic. Niedługo po przyjeździe PSP.
Obrona cały czas pytała świadka o ruch na autostradzie, o ślady wgniecenia samochodu i kawałki karoserii pośród porozrzucanych rzeczy na autostradzie. Świadek zeznał, że nie pamięta wszystkich szczegółów. Nie pamięta również wgniecionej barierki, o której wspominali poprzednio strażacy OSP.
Zeznania kolejnego ze świadków – funkcjonariusza Państwowej Straży Pożarnej, który brał udział w działaniach na miejscu wypadku na autostradzie A1 w rejonie Sierosławia – zawierają fragment odnoszący się do uszkodzeń BMW. W części dotyczącej stanu technicznego pojazdu świadek wskazał, że z tego, co pamięta, „było urwane zawieszenie”, a doprecyzowując mówił o „całym kole, wahaczu, całym tym elemencie”.
Widziałem to koło, ale nie pamiętam, w którym miejscu leżało, ale było osobno - mówił świadek.
Do wypadku doszło 16 września 2023 r. wieczorem na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego. Na wysokości wsi Sierosław na jezdni w kierunku Katowic BMW zderzyło się z Kią, która wpadła na bariery energochłonne, a następnie stanęła w płomieniach. Jadąca autem rodzina – małżeństwo i ich pięcioletni syn – zginęła na miejscu. Według ustaleń biegłych w trakcie śledztwa auto Sebastiana M. w dniu wypadku jechało autostradą A1 z prędkością co najmniej 315 km/godz.
Oskarżony w maju 2025 r. został sprowadzony do Polski ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd uciekł po wypadku. Od tego czasu przebywa w areszcie.
Za spowodowanie śmiertelnego wypadku Sebastianowi M. grozi do ośmiu lat więzienia.
Komentarze 8