W poniedziałek w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim odbyła się kolejna rozprawa w głośnej sprawie Sebastiana M. Oskarżony odpowiada przed sądem za śmiertelny wypadek, do którego doszło we wrześniu 2023 roku na autostradzie A1 pod Piotrkowem – w wyniku zderzenia prowadzonego przez niego BMW zginęła trzyosobowa rodzina, w tym pięcioletnie dziecko.
Na rozprawie przesłuchano 5 funkcjonariuszy, którzy wypowiadali się m.in. na temat okoliczności zdarzenia i działań podejmowanych bezpośrednio po wypadku.
Przypomnijmy, że na ostatniej rozprawie sam oskarżony złożył uzupełnienie do wniosku w formie oświadczenia, w którym powołał się na ekspertyzę wykonaną przez dr. inż. Łukasza Gila.
Dokument, przygotowany na zlecenie obrony, ma ponad sto stron i kwestionuje niektóre ustalenia prokuratury oraz biegłych powołanych przez śledczych. Autor wskazuje w nim m.in.:
• możliwe zaniedbania dowodowe i błędne interpretacje materiału – według obrony prokuratura nie odczytała pełnych danych z systemów elektronicznych pojazdów biorących udział w kolizji, takich jak ciśnienie w oponach czy kąt skrętu kół;
• szczególną uwagę poświęcono znalezionemu na miejscu kołu dojazdowemu z Kia, co zdaniem eksperta może sugerować, że pojazd ofiar poruszał się na dojazdówce o ograniczonej prędkości i stabilności – scenariusz ten mógł mieć wpływ na przebieg zdarzenia i interpretację przyczyn wypadku;
• eksperci obrony postulują również, że policja mogła błędnie zinterpretować ślady na miejscu zdarzenia oraz że mogły istnieć inne wersje przebiegu wypadku, w tym nagły spadek ciśnienia opony jednego z pojazdów.
Sebastian M. zarzuca prokuraturze m.in. brak rzetelności w gromadzeniu materiału dowodowego i mataczenie, a także wnioskował o dopuszczenie prywatnej ekspertyzy jako dowodu oraz powołanie dodatkowych świadków, w tym policjantów uczestniczących w zabezpieczaniu miejsca wypadku.
Podczas poniedziałkowej rozprawy obrona koncentrowała się na próbie podważeniu materiału dowodowego zgromadzonego w sprawie. W szczególności kwestionowane były zapisy oraz opisy śladów, które zostały ujawnione, odczytane i utrwalone przez świadków – funkcjonariuszy biorących udział w czynnościach procesowych. Obrona wskazywała na możliwe nieścisłości w dokumentacji, sposób interpretacji zabezpieczonych śladów oraz procedurę ich opisu, starając się wykazać, że przedstawiony materiał dowodowy nie daje jednoznacznych podstaw do formułowania kategorycznych wniosków.
Jak to jest możliwe aby ujawniono elementy karoserii 200 m przed opisanym przez biegłych miejscem jako miejsce zdarzenia? - pytała obrońca, adwokat Katarzyna Hebda
To jest ślad. To jest zabezpieczane i sprawdzane przez biegłych, my tego nie analizujemy. My mamy obowiązek znaleźć i wpisać w protokół, później w tej kwestii ważna jest opinia biegłego- mówiła policjantka.
Kolejne pytania miały sugerować, że obrona podtrzymuje wersję z ekspertyzy, która została wykonana na zlecenie oskarżonego.
Czy takie ślady wyżłobień opisane w materiale dowodowym sto metrów przed miejscem opisanym przez biegłych jako miejsce zdarzenia w jezdni zostawia pojazd sprawny czy niesprawny?- pytali kolejno Sebastian M. I jego obrońca.
Oburzenia nie kryła matka jednej z ofiar wypadku, która wyszła z sali w trakcie zadawanych pytań przez obronę.
"Nie mogę słuchać tych bzdur" można było usłyszeć z jej ust na sądowym korytarzu.
Nadal nie wiemy czy sędzia Renata Folkman dopuści ekspertyzę wykonaną przez dr. inżyniera Łukasza Gila do akt sprawy, prawdopodobnie dowiemy się tego na nadchodzących posiedzeniach, których sąd przewiduję aż pięć w lutym.
Komentarze 55