Lechosław Uciński pierwowzór postaci Leszka Góreckiego w serialu „Daleko od szosy” spotka się w niedzielę w mieszkańcami gminy Wola Krzysztoporska. W piątek gościł w Radiu Strefa FM, gdzie w rozmowie z Beatą Hołubowicz – Stachaczyk opowiedział o swoim życiu i serialu.
Urodziłem się w małej miejscowości Brzezie, tuż obok Szczercowa. No i tam poznałem te trzy wspaniałe dziewczyny. No, wcześniej znałem Wiesię, jej koleżanki przyjechały z nią na wakacje do tego Brzezia. Wiesia przyjechała do babci. No i tam się, że tak powiem, zaczęło. Ja miałem już swoją dziewczynę, taką Bronkę z Augustowa. No i tam się w ogóle zaczęło to nasze życie, randkowanie. Gdy się tutaj dziewczyny pojawiły, nie wiem jak to się w człowieku dzieje, że nagle coś się człowiekowi zmienia. No i bliżej poznałem Anię, no i z Anią, że tak powiem, po rozstaniu z Bronką zacząłem już bliżej interesować. Ta dziewczyna z Augustowa miała na imię Krystyna i wszędzie w scenopisie, który posiadam, jest Krycha. Ale z uwagi na to, że ta Krystyna uległa wypadkowi tuż przed swoim ślubem z innym chłopakiem bałem się tego, że ta informacja dotrze do niej i ona może wystąpić do sądu.
Byłem, nie chwaląc się, bardzo ambitnym i starającym się o to, żeby jak najwięcej tej wiedzy posiąść. Po prostu pragnąłem tego. Jak człowiek czegoś bardzo, bardzo pragnie, to się przykłada i ta nauka mi bardzo dobrze szła. Zresztą pan Czarnecki, gdy pisał scenariusz do filmu „Profesor na drodze”, to zadał nam wypracowanie do domu pod tytułem „Moja droga do szkoły”. To był mój profesor, nauczyciel. Jak ja napisałem to wypracowanie, to tak mu się podobało, że on natychmiast na lekcji odczytał to całej klasie, żeby poznali jak ten Leszek od tego prostego, wiejskiego chłopca starał się brnąć, iść dalej, żeby zostać jakimś człowiekiem. Henryk Czarnecki umieścił część tego mojego wypracowania w książce pod tytułem „Profesor na drodze”. Zbigniew Chmielewski gdy to przejrzał, zobaczył, to powiedział krótko: - Heniek, z tego wypracowania powstanie film.
Dlaczego nie poszedłem na studia? Technikum ukończyłem, dostałem dyplom technika mechanika. Przez pięć lat pracowałem w zajezdni w Helenówku jako kontroler jakości, czyli dbałem o to, żeby autobusy wyjeżdżające na ulicę były pełnosprawne. A gdy skończyłem technikum, to ja już nie mogłem pójść na studia, bo od razu dyrektor MPK w Łodzi powołał mnie na stanowisko kierownika zajezdni. Przecież to był kosmos dla mnie. Prosty chłopak tutaj ukończył technikum i już się na mnie poznali, że jestem po prostu porządnym, dobrym człowiekiem.
Po napisaniu scenariusza powstawał film. Ja byłem zatrudniony w Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi jako konsultant do spraw tam rękodzielnictwa i tak dalej. Bo chcieli mi jakieś pieniądze dać, ale to były grosze. Ale ja nie rościłem sobie z tego tytułu żadnych praw. Byłem szczęśliwy, że o takim Leszku z takiej biednej wsi powstał film. Po prostu serducho mi rozpierało. I to wszystko oglądaliśmy z żoną. Oczywiście to był tak zwany wieczór vipowski,.
Po skończeniu 18 lat imałem się różnych prac wokół Szczercowa. Pracowałem na budowie, kosiłem łąki. W sadach pracowałem, pracowałem u szmaciarza, gdzie jeździliśmy po wsiach, zbieraliśmy szmaty. To wszystko w moim życiu było. Gdy pracowałem u szkółkarza w Szczercowie, to musiałem jeździć i te drzewka później sprzedawać. Przywoziłem je do Piotrkowa, tutaj furmaneczką zwoziłem na targ. Tam sprzedawałem, coś mi tam zostawało. Jednocześnie też jeździłem do Sulejowa, ale w Sulejowie mi kiepsko szło, kiepsko mi się drzewka sprzedawało. Tam był konkurent, taki miejscowy, czy tam ludzie go znali i jemu się lepiej sprzedawały te drzewka, mnie nie bardzo. Także tam chyba ze dwa czy trzy razy byłem, a w Piotrkowie ładnie schodziły.
Z moim tatusiem całą zimę pletliśmy kosze. Pletliśmy kosze głównie z wikliny, ale były też wyplecione z jałowca, to były kosze bardzo, bardzo poszukiwane i cenne. Jałowiec był bardzo twardym materiałem i po wyschnięciu ten kosz był na lata. I te kosze, myśmy najpierw wozili do Kamieńska, Gorzkowic. Ale to kiepsko szło. Hurtownicy, którzy mieli pieniądze i nie chcieli mieć konkurencji, od taty kupowali wszystkie kosze, a myśmy przez zimę to tak około 300 tych koszy mieli. No i sprzedawał to tatuś tym ludziom.
Ja byłem jeszcze na etapie chyba końcówki technikum, gdy rozważaliśmy podjęcie życia i pracy na terenie Bełchatowa z uwagi na to, że moi rodzice mieszkali na tej wsi w Brzezie, a Ani rodzice mieszkali w Łodzi. I myśmy sobie tak wymyślili, że fajnie by było w połowie między Łodzią a Szczercowem, bo mielibyśmy blisko i tu, i tu. Ale nie wiem dlaczego nie wyszło, bo to moja Ania była mózgiem tego wszystkiego. Ostatecznie przeprowadziliśmy się do Bielska - Białej, bo Ania pojechała raz jedyny na wycieczkę i zobaczyła Beskidy w zimie. Boże, no i już się zaczęło. Mieliśmy piękne mieszkanie, dopiero co dostaliśmy wykończone, wszystko umeblowane, ale jedziemy do Bielska. No to ja mówię, kobito, ja cię ubezwłasnowolnię, bo to się tak nie da.
Pan Lechosław powiedział nam również, że niektóre aspekty zostały dopisane przez scenarzystów, m.in. wizyta w Ministerstwie Edukacji i zatrzymanie przez milicję czy przyjęcie od razu do drugiej klasy technikum. Ponadto pierwowzór Góreckiego podkreślił, że nigdy nie używał słownictwa w stylu „sie panie częstują”, które znalazło się w serialu.
„Daleko od szosy” to 6-odcinkowy serial wyprodukowany w 1976 roku. Autorem scenariusza byli Zbigniew Chmielewski i Henryk Czarnecki, a reżyserem Zbigniew Chmielewski. Główne role zagrali mało znani wówczas aktorzy Krzysztof Stroiński i Irena Szewczyk, ale na planie pojawiło się też wiele gwiazd: Jan Machulski, Barbara Horawianka, Wirgiliusz Gryń, Zdzisław Maklakiewicz, Józef Nalberczak, Leonard Pietraszak, Witold Pyrkosz, Tomasz Zaliwski czy Jan Himilsbach.
Komentarze 0