Dlaczego zwołano nadzwyczajną sesję Rady Miasta Piotrkowa Trybunalskiego, czy radni są lekceważeni przez władze miasta, skąd rotacja na stanowiskach prezesów miejskich spółek oraz jak samorządowcy oceniają działalność Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – to główne tematy rozmowy Marcina Cecotki z radnymi Janem Dziemdziorą i Przemysławem Winiarskim. Wywiad odbył się 19 stycznia na antenie radia Strefa FM w programie „O tym się mówi”.
W programie „O tym się mówi” gośćmi Marcina Cecotki byli piotrkowscy radni: Jan Dziemdziora z Piotrkowskiego Porozumienia Samorządowego oraz Przemysław Winiarski, niezrzeszony. Już na początku rozmowy pojawił się temat nadzwyczajnej sesji Rady Miasta, która – jak się okazało – wzbudziła poważne kontrowersje także wśród samych radnych.
Prowadzący przypomniał, że celem sesji miało być zapoznanie się ze stanem miejskich spółek oraz wizją ich prezesów. Radny Jan Dziemdziora oceniał jednak, że moment był niewłaściwy.
– W mojej ocenie było to niecelowe. Zresztą były plany, żeby tych nowych prezesów przepytać, ale w ramach komisji nie jutro, tylko za tydzień, dwa, osiem – mówił na antenie.
Zupełnie inaczej sprawę widział Przemysław Winiarski, który podpisał się pod wnioskiem o zwołanie sesji. Jak podkreślał, wątpliwości wokół funkcjonowania spółek wymagały natychmiastowej reakcji.
– W związku z tym, że pojawiło się wiele wątpliwości dotyczących funkcjonowania spółek, tworzenia dziwnych stanowisk na zamówienie polityczne dla lokalnych i nie tylko luminarzy, zaistniała pilna potrzeba, żeby jednak z sytuacją w miejskich spółkach się zapoznać – tłumaczył.
Radny zaznaczał, że prezesi obejmujący stanowiska powinni być przygotowani do rozmowy od samego początku.
– Prezesi obejmując stanowisko powinni mieć ogląd sytuacji, co się w spółkach dzieje. Powinni co więcej mieć wizję, co chcą w tych spółkach zrobić. Dlatego ja uważam, że było to jak najbardziej celowe i podpisałem się oboma rękami pod tym wnioskiem – podkreślał.
W trakcie rozmowy pojawił się również wątek stylu prowadzenia debaty w Radzie Miasta. Jan Dziemdziora zwracał uwagę na różnicę pomiędzy konstruktywną krytyką a – jak to określił – krytykanctwem.
– Ta sesja wykazała, że uprawiamy krytykę albo krytykanctwo. Pan Winiarski niekiedy na sesjach wypowiada się krytycznie, ale pokazuje rozwiązanie. Natomiast są osoby, które chorobliwie uprawiają krytykanctwo, pokazując, że ktoś jest nieudolny albo nie bardzo wszystkie zwoje mu pracują – mówił radny PPS.
Zapytany o konkretne nazwiska, nie chciał ich wskazać, tłumacząc, że z krytyki można coś wynieść, natomiast do krytykanctwa można jedynie się uprzedzić.
Przemysław Winiarski odcinał się od personalnych ocen i wracał do meritum sprawy, wskazując m.in. na niepokojącą rotację na stanowiskach prezesów.
– Jeżeli dobrze, czy nawet bardzo dobrze oceniany prezes TBS-u nagle odchodzi (…) jeżeli nowo wybrany prezes MZK po kilku tygodniach rezygnuje i tak naprawdę też do końca nie znamy powodów, no to jest to wielce niepokojące, tym bardziej, że na przykład jeżeli chodzi o TBS, mamy ogromne inwestycje przed sobą, ogromne pieniądze – podkreślał.
Jak dodawał, radni nie uzyskali odpowiedzi na kluczowe pytania.
– Pytanie tak naprawdę, co jest powodem w ogóle tej karuzeli na stanowiskach prezesów, niestety pozostało bez odpowiedzi. Tak naprawdę dowiedzieliśmy się, że mamy do czynienia z lekceważeniem radnych, mamy do czynienia z lekceważeniem mieszkańców, którzy też pewnie z zaciekawieniem tej sesji słuchali.
Jednym z najmocniejszych fragmentów rozmowy były słowa Przemysława Winiarskiego dotyczące nieobecności prezesów spółek na sesji.
– To była ordynarna ustawka. Jeżeli nie przychodzi trzech prezesów na sesję Rady Miasta, to proszę wybaczyć, ale oczywiście nie mamy na to dowodów, ale tak należy przypuszczać, że dostali takie polecenie – mówił.
Radny zwracał uwagę również na skoordynowane opuszczenie sali obrad przez władze miasta.
– Jeżeli chwilę potem w sposób skoordynowany wstaje pan prezydent i zabiera ze sobą pana wiceprezydenta i pana sekretarza, a chwilę później z obrad Rady Miasta wychodzi przewodniczący Staszek, który skądinąd jest pewnie drugą osobą po prezesie w Wodociągach i wieloma informacjami mógłby służyć, skoro jest tak świetnym fachowcem, jeżeli chodzi o rury w mieście, no to coś jest nie w porządku. I pachnie to, ja już to powiedziałem, ale powtórzę, pachnie to ordynarną ustawką – stwierdził.
W dalszej części rozmowy Przemysław Winiarski szerzej mówił o swojej wizji roli opozycji w Radzie Miasta oraz o – jak to określił – systemowym lekceważeniu radnych przez władze Piotrkowa. Podkreślał, że krytyka nie jest działaniem dla medialnego rozgłosu, lecz narzędziem kontroli i korekty miejskich decyzji.
– Ja tak sobie wyobrażam rolę opozycji w Radzie Miasta, że z tej krytyki rodzi się wielokrotnie zmiana koncepcji, albo rodzi się wielokrotnie modyfikacja pewnych działań. Rodzi się działanie, które powoduje, że nie zadłużamy po uszy miasta – mówił radny.
Odniósł się także do zarzutów, że część radnych ogranicza swoją aktywność jedynie do sesji.
– Radny Staszek zapowiadając, czy krytykując zwołanie tej sesji powiedział, że radni niektórzy, ci pieniacze tak zwani, czekają tylko na sesję, żeby zadawać pytania. I żeby to poszło w eter itd., itd. Natomiast w ogóle są leniwi i nie uczestniczą w pracy podczas komisji problemowych – relacjonował Przemysław Winiarski.
Jak zaznaczał, jego doświadczenia z prac komisji są zupełnie inne.
– Nie da się ukryć, że jest tak, że zadawane na komisjach pytania pozostają często bez odpowiedzi. Ja wspomnę moje pytania kierowane do prezydenta, które nawet na sesji są po prostu zbywane i pomijane milczeniem. Jest to jawne lekceważenie – podkreślał.
Radny zapowiedział też, że zmienia sposób prowadzenia dialogu z władzami miasta.
– Ja już sobie postanowiłem, że prezydenta Wiernickiego o nic pytać nie będę. Pytania swoje będę kierował do wiceprezydentów, będę kierował do kierowników jednostek. Natomiast nie ma tam partnera do dyskusji i rozmowy po tamtej stronie – mówił.
Jako przykład braku odpowiedzi wskazał temat budowy hali widowiskowo-sportowej.
– Jeżeli ja pytam po raz kolejny, po raz enty o to, dlaczego budujemy halę na trzy tysiące mieszkańców i zadłużamy miasto po uszy, chciałbym usłyszeć, ile będzie kosztowało utrzymanie tej hali, nie tylko wybudowanie, ale utrzymanie. Chciałbym usłyszeć, jaki jest pomysł na to, żeby ta hala zarabiała. (…) To takiej odpowiedzi na konkretne pytania w ogóle nie otrzymuję. Po prostu jestem lekceważony – podsumował.
Na zakończenie rozmowy radni zostali zapytani o stosunek do Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jan Dziemdziora mówił o swoim niezmiennie pozytywnym nastawieniu.
–
Moje nastawienie od lat jest pozytywne. To, że Owsiakowi takie czy inne przymioty się przypisuje, to wcale nie oznacza, że on te pieniążki defrauduje albo w inny sposób wykorzystuje. No bo jeśli przez 30 lat, ponad 30 lat robi to, co robi, to służby finansowe, służby Skarbu Państwa już dawno by z nim zrobiły porządek i nawet mógłby trafić tam, gdzie światło dzienne nie za bardzo dochodzi.
W związku z tym jest to budowanie społeczności takiej obywatelskiej. I tak to przyjmuję
– mówił.
Przemysław Winiarski prezentował stanowisko zdecydowanie krytyczne.
– Nie uważam tego człowieka za człowieka godnego zaufania. Uważam, że odwraca uwagę Polaków od istotnych problemów służby zdrowia, od tego, że rzeczywiście potrzebna jest głęboka reforma opieki zdrowotnej. Tymczasem ludzie są przekonani, że jeżeli rzucą na WOŚP, to tematy są załatwione – mówił, zwracając uwagę na koszty funkcjonowania fundacji i zaangażowanie samorządów. – Co do tego prześwietlania przez służby finansowe, to jest nieoficjalny święty III RP. I z takim świętym III RP być może więcej wolno. Jest wiedza, że są koszty funkcjonowania fundacji wcale nie małe, że wcale nie jest tak, że każda złotówka rzucona na WOŚP to jest złotówka przeznaczona na opiekę zdrowotną.
Całej rozmowy Marcina Cecotki z radnymi Janem Dziemdziorą i Przemysławem Winiarskim można wysłuchać poniżej.
Komentarze 12