17 września przypada 87. rocznica napaści ZSRR na Polskę, a zarazem Światowy Dzień Sybiraka – poświęcony pamięci osób deportowanych w głąb Związku Radzieckiego. W Piotrkowie rocznicę uczczono przy pomniku Sybiraków na Placu Niepodległości. Osób, które same przeżyły zesłanie i nadal mogą uczestniczyć w takich uroczystościach, zostało w Piotrkowie i Bełchatowie mniej niż dziesięć. O pamięci o ich losach opowiada Waldemar Matusewicz, którego oboje rodzice byli zesłańcami.
Dla Waldemara Matusewicza historia Sybiraków jest jednocześnie historią jego własnej rodziny. Na zesłanie trafili zarówno jego ojciec, jak i matka. Choć wcześniej mieszkali zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od siebie, poznali się dopiero na zesłaniu. Po powrocie do Polski po 1956 roku pobrali się.
Jestem związany z Sybirakami, ponieważ moja rodzina, zarówno ojciec, jak i mama, byli na zesłaniu. Tak naprawdę tam się dopiero poznali. Mieszkali w Polsce w odległości jakichś 40–50 kilometrów od siebie, ale się nie znali. Dopiero na zesłaniu się poznali, zakochali. Pobrali się już w Polsce, po powrocie po 1956 roku – opowiada Waldemar Matusewicz.
Mama Waldemara Matusewicza, Maria Matusewicz, skończyła 97 lat. Podczas czwartkowych obchodów wspominała również początek wojny. Miała 10 lat, gdy we wrześniu 1939 roku do rodzinnego majątku wkroczyli żołnierze sowieccy.
Pamiętam, jak oni wchodzili nocą, moi rodzice mieli majątek. Moja mama padła na kolana przed obrazem Matki Boskiej i mówiła do niej: „My giniemy”, a ja do niej podeszłam i mówię: „Może oni nie będą tacy źli, tak ładnie śpiewają” – wspominała Maria Matusewicz podczas uroczystości.
Jeszcze w latach 90. Sybiracy spotykali się znacznie częściej. Dziś bezpośrednich świadków jest coraz mniej, a części z tych, którzy nadal żyją, stan zdrowia nie pozwala już na udział w uroczystościach.
Tak naprawdę do stowarzyszenia należą te osoby, które fizycznie były na zesłaniu. I to są już naprawdę pojedyncze osoby. To jest grupka osób, mniej niż dziesięciu, którym zdrowie pozwala w ogóle przyjść na taką uroczystość – mówi Waldemar Matusewicz.
Chodzi przy tym o środowisko obejmujące Piotrków i Bełchatów. Formalnie organizacja Sybiraków nadal istnieje, jednak jej aktywność jest dziś mocno ograniczona. Jak tłumaczy nasz rozmówca, spotkania odbywają się właściwie dwa razy w roku.
17 września, no i w okolicach świąt Bożego Narodzenia takie spotkanie świąteczno-noworoczne. Natomiast na więcej objawów działalności ci ludzie po prostu już nie mają sił – podkreśla Waldemar Matusewicz.
Wraz z odchodzeniem ostatnich zesłańców coraz ważniejsze staje się pytanie o to, kto będzie przekazywał ich historie kolejnym pokoleniom. Podobny proces już wcześniej rozpoczął się w środowisku związanym ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej. Bezpośrednich uczestników wydarzeń pozostało niewielu, ale pamięć podtrzymują ich rodziny, historycy i pasjonaci.
Być może to jest właśnie taki moment, że trzeba sobie przypomnieć i, chociażby nawiązując do tradycji akowskich, rzeczywiście o tych Sybirakach bardziej przypominać – mówi Waldemar Matusewicz.
Jest jednak pewna różnica. Historia zesłańców nie składa się przede wszystkim z bitew, akcji zbrojnych czy działalności konspiracyjnej. To często historie wieloletniego życia w bardzo trudnych warunkach, pracy, głodu, rozłąki i prób przetrwania.
Jeśli chodzi o zesłańców, to było bardzo trudne, tragiczne, rozpaczliwe czasami, ale po prostu normalne życie. Często te opowieści mogą nie wzbudzać aż tak wielkiego zainteresowania, jak wzbudzają opowieści żołnierzy Armii Krajowej. Może to jest jakiś powód, że i ten 17 września, i organizacja Sybiraków nie jest tak dobrze znana jak akowcy – ocenia Waldemar Matusewicz.
Waldemar Matusewicz zwraca uwagę przede wszystkim na znaczenie tej historii dla młodego pokolenia. Podczas tegorocznej uroczystości przy pomniku obecni byli uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego. Jak mówi, młodzieży wyjaśniono, dlaczego 17 września odbywają się w tym miejscu obchody. Sam poszedłby jednak w swoim przekazie jeszcze dalej.
Szczególnie teraz, kiedy rozpadają się pakty, przestają obowiązywać umowy. Trzeba myśleć o tym, gdzie się znajdujemy i co nas może czekać w przyszłości – mówi Waldemar Matusewicz.
Były prezydent Piotrkowa podkreśla, że pamięć o losach Sybiraków nie powinna ograniczać się wyłącznie do oddawania hołdu ofiarom wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat.
Gdybym mógł do młodzieży powiedzieć, to bym powiedział, że nie tylko chodzi o wspomnienie, pamiętanie i uczczenie tych, którzy ucierpieli, ale właśnie o pomyślenie: czy podobne zdarzenia nie mogą was czekać za dwa, pięć, dziesięć lat, nie za sto, dwieście – mówi Waldemar Matusewicz.
Tegoroczne obchody odbyły się przy pomniku Sybiraków na Placu Niepodległości. Uczestniczyli w nich przedstawiciele piotrkowskiego koła Związku Sybiraków i uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego. Kwiaty złożyli również prezydent Juliusz Wiernicki oraz wiceprzewodniczący Rady Miasta Rafał Paweł Czajka.
Źródła: ePiotrkow.pl / piotrkow.pl
Komentarze 19