Lodówka społeczna przy ulicy Słowackiego w Piotrkowie Trybunalskim miała być miejscem dzielenia się dobrem i przeciwdziałania marnowaniu żywności. Inicjatywa, przekazana lokalnie przez stowarzyszenie „Chleba Naszego”, wciąż spełnia swoją podstawową funkcję – mieszkańcy przynoszą tu jedzenie, by podzielić się z innymi. Jednak, jak pokazują rozmowy przeprowadzone na miejscu, jej obecny stan budzi coraz więcej wątpliwości.
Jedną z osób korzystających z lodówki – w roli darczyńcy – była pani Janina, którą spotkaliśmy przy urządzeniu. Jak podkreślała, regularnie przynosi jedzenie, szczególnie po świętach.
Szkoda do kosza wyrzucić, trzeba się podzielić – mówi spotkana na miejscu pani Janina, która właśnie przyniosła do lodówki polędwicę i mazurka. Jak podkreśla, stara się zostawiać produkty dobrej jakości – Nie daję badziewia – zaznacza.
Z drugiej strony pojawia się jednak problem, który dostrzegają sami mieszkańcy. Już na pierwszy rzut oka widać, że lodówka nie jest w najlepszym stanie.
Wnętrze pozostawia trochę do życzenia – przyznaje rozmówczyni. I choć podkreśla, że zdarzało jej się samodzielnie ją myć, dodaje jednocześnie: – Ludzie nie dbają. Absolutnie nie dbają.
To właśnie sposób korzystania z lodówki wydaje się dziś największym wyzwaniem. Produkty bywają pozostawiane w nieodpowiednich opakowaniach, niedokręcone, czasem rozlane. W efekcie porządek, nawet jeśli zostanie przywrócony, szybko znika.
Na brak systemowego nadzoru zwraca uwagę również proboszcz parafii św. Jana Pawła II w Piotrkowie, ksiądz Jacek Tyluś, który – jak wynika z informacji przekazanych przez stowarzyszenie „Chleba Naszego” – zajmuje się lodówką na poziomie lokalnym.
Technicznie to jest tak, że nie ma teraz żadnych dyżurów, żeby ktoś tego pilnował na bieżąco – przyznaje duchowny. Jak dodaje, zarówno on, jak i parafianie reagują wtedy, gdy widzą taką potrzebę. – Ja czasami tam jestem, bądź ktoś z parafian jak się poczuje – mówi.
Nie ukrywa jednak, że utrzymanie porządku w tym miejscu bywa trudne. – To jest, przyznam szczerze, walka z wiatrakami – podkreśla. Wskazuje też konkretne sytuacje: – Ludzie wkładają różne rzeczy, często niezakręcone. Ja kilka razy wywaliłem pojemniki po napojach, przecięte na pół, z wylaną do środka zupą. Drudzy to biorą, nie sprawdzą i się rozlewa.
Jak zaznacza, problem narasta szczególnie w okresach takich jak święta, gdy jedzenia trafia do lodówki znacznie więcej. Jego zdaniem to jest kwestia dnia, dwóch i robi się bałagan. Zapytany o możliwość wprowadzenia stałych dyżurów, odpowiada ostrożnie:
Jasne. Ale gdzie znaleźć chętnych ludzi? – dopytuje, wskazując na ograniczone możliwości organizacyjne. Jednocześnie podkreśla ideę stojącą za inicjatywą: – To jest lodówka społeczna. Sama nazwa mówi – do dbania są wszyscy.
Trudno nie odnieść wrażenia, że właśnie w tym miejscu pojawia się największy problem. Odpowiedzialność rozkłada się na wszystkich, co w praktyce oznacza, że nie spoczywa na nikim konkretnym. A tam, gdzie brakuje jasnych zasad i stałego nadzoru, nawet najlepsza inicjatywa może z czasem tracić swoją jakość.
Mimo to zarówno mieszkańcy, jak i osoby zaangażowane w funkcjonowanie lodówki podkreślają, że warto ją utrzymać. To wciąż miejsce realnej pomocy, które – przy większej wspólnej odpowiedzialności – może działać znacznie lepiej.
Lodówka społeczna to ogólnodostępne miejsce, w którym każdy może zostawić jedzenie dla innych – pod warunkiem, że jest ono świeże, odpowiednio zapakowane i nadaje się do spożycia. Z kolei osoby potrzebujące mogą z tych produktów skorzystać bez żadnych formalności. Kluczowa jest tu jednak zasada wzajemnego szacunku – nie tylko wobec innych użytkowników, ale i samego miejsca. Bo od tego, jak dbamy o wspólną przestrzeń, zależy, czy taka inicjatywa ma szansę przetrwać. Należy też pamiętać, że lodówka społeczna to przestrzeń otwarta – każdy, kto ma chwilę, może nie tylko coś do niej włożyć, ale też zadbać o porządek. Wystarczy moment, by przy okazji wyrzucić zepsute produkty czy przetrzeć półkę, jeśli widać, że wymaga to interwencji. Ważne jest również, aby zostawiane jedzenie było dobrze zapakowane, szczelnie zamknięte i opisane – tak, by inni mogli z niego bezpiecznie skorzystać, a samo miejsce pozostało czyste i funkcjonalne.
Komentarze 5