TERAZ 19°C
JAKOŚĆ POWIETRZA Bardzo dobra
reklama SAN Rekrutacja

To kolejny raz, gry agresywny amstaff rzucił się na dziecko, dotkliwie je raniąc. Chłopiec trafił do szpitala. W sprawie prowadzone jest dochodzenie.

S.Szokalska
Sylwia Szokalska czw., 27 sierpnia 2026 08:57

Ośmioletni chłopiec został zaatakowany przez psa na klatce schodowej bloku przy ulicy Modrzewskiego 10 w Piotrkowie. Do zdarzenia doszło w sobotni wieczór. Dziecko z ranami ręki trafiło do szpitala gdzie założono kilkanaście szwów. Mieszkańcy twierdzą, że to nie pierwszy przypadek agresywnego zachowania tego psa i obawiają się o swoje bezpieczeństwo, a także swoich dzieci.

O zdarzeniu poinformowali nas czytelnicy. W sobotni wieczór w bloku przy ulicy Modrzewskiego 10 doszło do niebezpiecznego incydentu z udziałem psa rasy american terrier. Ośmioletni chłopiec został zaatakowany, gdy wychodził na zewnątrz. Do zdarzenia doszło na klatce schodowej. Pies sam, bez nadzoru opuścił mieszkanie właścicielki. Na klatce znajdywało wówczas się dwoje dzieci, pies rzucił się na chłopca, najpierw gryząc go w nogę, a później w rękę. Rodzice słysząc krzyk dziecka i szczekanie psa zbiegli udzielić pomocy synowi. Zwierzę zostało w tym czasie zabrane przez właścicieli z powrotem do mieszkania.

Na miejsce niezwłocznie wezwano policję i pogotowie. Chłopiec został przetransportowany do szpitala w Łodzi, gdzie na 5-centymetrową ranę szarpaną ręki założono mu kilkanaście szwów.

To nie pierwszy raz

Jak twierdzą mieszkańcy bloku, to nie pierwsza sytuacja, kiedy pies sąsiadów przejawia agresję względem innych osób zamieszkujących blok przy Modrzewskiego 10. Taka sytuacja miała miejsce już przynajmniej dwukrotnie. Do podobnego zdarzenia doszło, gdy zaatakowana została 10-letnia wówczas dziewczynka. Pies dotkliwie zranił dziecko, gryząc je w podbrzusze. Wówczas sytuacja również wymagała interwencji lekarza i założenia szwów.

Do kolejnego pogryzienia doszło kilka lat później, gdy ofiarą psa padł 20-letni wówczas syn sąsiadów. Zwierzę dotkliwie zraniło młodego mężczyznę w rękę i nogę. Właścicielka psa została wtedy ukarana za niedopilnowanie czworonoga. Jak twierdzą mieszkańcy, ukaranie nie odniosło niestety rezultatów. Pies miał zostać przekazany pod opiekę innej osobie, jednak do momentu kolejnego pogryzienia nie zniknął z bloku przy ulicy Modrzewskiego.

Do kolejnego zdarzenia z udziałem agresywnego psa doszło, gdy zaatakowany został sąsiad, wyprowadzający własnego czworonoga. Mężczyzna na szczęście w porę zareagował, podnosząc swoje zwierzę, do pogryzienia ostatecznie nie doszło.

Jak twierdzą mieszkańcy, agresywne zwierzę nauczyło się samo otwierać drzwi mieszkania. Zdarzały się sytuacje, gdy pies uciekał, wymykając się z bloku. Właściciele musieli wówczas interweniować i łapać zwierzę biegające po ulicy.

Sąsiedzi nie kryją niepokoju

Zaniepokojeni sąsiedzi postanowili nagłośnić sprawę. Z informacji, które nam przekazano wynika, iż próbowali kontaktować się nie tylko z policją, ale również z administracją budynku, Powiatowym Lekarzem Weterynarii, piotrkowskim magistratem oraz mediami lokalnymi i ogólnopolskimi.

Mieszkańcy obawiają się o zdrowie i życie własne i swoich dzieci.

 My chcemy żyć normalnie, wyjść do sklepu, przyjść do domu i nie bać się. Otworzyć drzwi, wyjść i przyjść, a nie patrzeć czy czy pies wyleci, czy nie wyleci.

Moje dzieci się boją przejść obok tych drzwi. W ogóle na klatkę się boją wyjść, chodzimy z gazem, szczerze powiedziawszy. 

Jesteśmy przerażeni. Co będzie, gdy w końcu wydarzy się tragedia? Zjadą się ogólnopolskie media i dopiero wtedy ktoś zareaguje? My już nie wiemy, co mamy robić.

Dalsze kroki w sprawie

Po interwencji policji, karetki oraz Powiatowego Inspektoratu Weterynarii w Piotrkowie rozpoczęto czynności, mające na celu ustalenie, czy pies nie jest nosicielem wirusa wścieklizny. Okazuje się bowiem, iż zwierzę w momencie sobotniego pogryzienia dziecka nie posiadało aktualnych szczepień przeciwko tej chorobie.

Objęliśmy to miejsce, w którym pies jest trzymany nadzorem. Lekarz przydzielony na mocy decyzji tego psa dogląda. Odbyła się już pierwsza wizytacja w dniu wczorajszym (25.08.). Pies został zbadany klinicznie. Na tę chwilę z informacji przekazanych przez lekarza, nie ma takich typowych objawów nerwowych wskazujących na wściekliznę. Na tym etapie również mam informację, że tych szczepień faktycznie na wściekliznę nie było - przekazał Powiatowy Lekarz Weterynarii, Konrad Dereń.

Przez kilka dni zwierzę przebywało pod obserwacją w kierunku wykluczenia wścieklizny. W środę (26.08.) lekarz weterynarii w towarzystwie policjanów i pod nadzorem Powiatowego Lekarza Wetrynarii przeprowadził kontrolę warunków, w których przebywał gresywny pies. Z naszych informacji wynika, iż właścicielka czworonoga po wysłuchaniu przedstawionych jej argumentów sama zgodziła się na oddanie zwierzęcia. Pies obecnie dalej znajduje się pod nadzorem Powiatowego Lekarza Weterynrii. Został tymczasowo umieszczony w piotrkowskim schronisku dla bezdomnych zwierząt, gdzie kontynuuje obserwację pod kątem wykluczenia wścieklizny.

Trwa ona 15 dni. Z tego będzie sporządzony protokół dochodzenia, więc póki on nie będzie zamknięty i złożony, to nie mogę wyrokować, co z tym psem będzie - poinformował Konrad Dereń, Powiatowy Lekarz Weterynarii.

Co dalej z niebezpieczny psem?

Obecnie w sprawie zwierzęcia trwają czynności mające na celu ustalenie przyczyny agresywnego zachowania.

Oczywiście uważam, że takie zwierzę  powinno zostać odizolowane od społeczeństwa.  Tak jak mówię, właściciel jest w 100% odpowiedzialny  za to zwierzę lub zastępczo organy ścigania mogą wnioskować o jego odsunięcie.  Dotarły do nas pewne sygnały o możliwości niewłaściwych warunków  utrzymywania tego zwierzęcia. Trzeba pamiętać  o pewnego rodzaju zapewnieniu zwierzęciu stałego  dostępu do wody, pokarmu, spacerów  i innego rodzaju działań,  które również minimalizują agresję tego zwierzęcia - tłumaczy Konrad Dereń.

 Z przekazanych na informacji wynika, iż najprawdopodobniej pies nie wróci już do właścicielki. W przypadku potwierdzenia wścieklizny zwierzę będzie musialo zostać uśpione. Nie ma jednk przepisu, który nkazywałby uśpienie jedynie z uwagi na gresję. Po zakończeniu obserwacji podjęte zostaną decyzje dotyczące dalszych losów psa.

Jednocześnie względem właścicielki psa wszczęte zostało postępowanie z artykułu 160. Kodeksu Karnego, czyli dotyczące przestępstwa polegającego na narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czynności wyjaśniające objęte są nadzorem prokuratury.

Najważniejsze dla mieszkańców jest jednak to, że pies, który przez lata budził ich niepokój, zniknął już z bloku przy ulicy Modrzewskiego 10. Zwierzę zostało tymczasowo umieszczone w piotrkowskim schronisku, gdzie pozostaje pod nadzorem Powiatowego Lekarza Weterynarii. Mieszkańcy mogą więc na razie odetchnąć z ulgą i bez obaw korzystać ze wspólnej klatki schodowej. Nie oznacza to jednak końca sprawy – wciąż trwa obserwacja psa oraz postępowanie dotyczące sobotniego pogryzienia.

Reklama

Podsumowanie

    reklama

    Komentarze 0

    reklama

    Dla Ciebie

    19°C

    Pogoda

    Kontakt

    Radio