Poseł Ziemi Piotrkowskiej Antoni Macierewicz (PIS) usłyszał zarzuty publicznego znieważenia kierownictwa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Sprawa dotyczy jego wypowiedzi z 11 września ubiegłego roku podczas obrad Sejmu, kiedy nazwał szefa SKW, generała Jarosława Stróżyka, oraz jego zastępców „agentami rosyjskimi”. Były minister obrony nie przyznał się do zarzucanego czynu i odmówił składania wyjaśnień.
Postępowanie w tej sprawie jest prowadzone przez prokuraturę.
Podejrzany Antoni Macierewicz nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień" — poinformowała w komunikacie Prokuratura Regionalna w Warszawie. Pomówił ich również o współpracę z rosyjskimi służbami specjalnymi, co zdaniem prokuratury "mogło poniżyć ich w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania niezbędnego do zajmowania stanowisk.
Pierwszy z tych czynów zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 3, a drugi karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Wskazane w zarzutach wypowiedzi Macierewicza padły podczas debaty nad przedstawianą wtedy w Sejmie informacją wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza na temat naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony.
Zgodnie z zapisem sejmowego stenogramu poseł PiS mówił wtedy:
To nie był przypadek, nie było to doraźne działanie, to był początek wojny. Otóż tę wojnę możemy wygrać, ale jeżeli szefostwo Służby Kontrwywiadu Wojskowego nadal będzie się składało z agentów rosyjskich, których pan Donald Tusk mianował w 2011 r. (...)". Zdanie to nie zostało dokończone, gdyż - jak zaznaczono w adnotacji w stenogramie - wywołało ono "poruszenie na sali".
Komentarze 12