TERAZ 0°C
JAKOŚĆ POWIETRZA Umiarkowana
reklama SAN - Rekrutacja

Eksmisja w środku zimy. Dramat lokatorów z Garbarskiej 31 w Piotrkowie Trybunalskim

I.StachaczykK.Chojnacka
Iwo Stachaczyk, Karina Chojnacka czw., 22 stycznia 2026 12:45

Bez wyroku sądu, bez wcześniejszego wypowiedzenia i bez możliwości zabezpieczenia swojego dobytku. W środku zimy, przy temperaturach spadających od kilku dni poniżej minus 10 stopni Celsjusza, dwoje najemców zostało pozbawionych mieszkania. Schorowani i bezradni zostali bez dachu nad głową. To wszystko wydarzyło się 20 stycznia w bloku przy ulicy Garbarskiej 31 w Piotrkowie.

Najważniejsze informacje

  • Lokatorzy z ulicy Garbarskiej 31 w Piotrkowie Trybunalskim zostali eksmitowani z mieszkania bez wyroku sądu, wcześniejszego wypowiedzenia umowy oraz możliwości zabezpieczenia swojego dobytku w środku zimy.
  • Eksmisja była przeprowadzona brutalnie, bez wyjaśnień i z naruszeniem standardów wynajmu mieszkań.
  • Mężczyzna, który wydał polecenie opuszczenia mieszkania, nie był wymieniony w umowie jako właściciel, co budzi wątpliwości co do jego uprawnień.
  • Lokatorzy byli zmuszani do dodatkowych opłat, takich jak posprzątanie mieszkania czy odmalowanie na ich koszt.
  • Sprawa eksmisji jest ogromnym naruszeniem prawa oraz bezpieczeństwa najemców, w tym przypadku standardy eksmisji nie zostały przestrzegane.

Około południa w mieszkaniu pojawił się mężczyzna, z którym – jak twierdzą lokatorzy – przez cały okres najmu utrzymywali kontakt. Przedstawiał się jako pan Andrzej. Tego dnia nie był sam.

Przyszedł z trzema mężczyznami i powiedział, że mamy się natychmiast wynosić. Nikt niczego nie tłumaczył, po prostu zaczęli pakować nasze rzeczy – relacjonuje pani Katarzyna, która wraz z mężem wynajmowała mieszkanie od września ubiegłego roku. 

Mężczyźni wynosili rzeczy z szaf, ładowali je do worków i znosili na dół. Cała sytuacja – jak mówią lokatorzy – przebiegała w atmosferze presji i strachu. Argumenty mocno schorowanej kobiety nie przekonywały wynoszących rzeczy mężczyzn.

Był mróz. Staliśmy na klatce z workami, a oni zamknęli drzwi. Błagałam go o jeden dzień, tylko jeden, żebym mogła sobie coś znaleźć. Nie zgodził się. Ja nie chciałam się kłócić, bałam się więc dla świętego spokoju prosiłam ich żeby uważali jak wynoszą te rzeczy, bo ja sama nie mam siły  – dodaje kobieta.

Zamki zostały zmienione a najemcy nie mogli już wejść do środka.

Z relacji kobiety wynika, że kością niezgody stało się jej wystąpienie do spółdzielni mieszkaniowej oraz do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie o dodatek mieszkaniowy. O tym kroku nie poinformowała właściciela mieszkania. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie 15 stycznia – dokładnie w dniu, w którym przypadał termin płatności czynszu za bieżący miesiąc.

Powiedział mi wprost, że nie będzie czekał ani chwili dłużej, bo potrzebuje pieniędzy. Stwierdził, że krzyżuję mu plany i płatności- mówiła pani Katarzyna.

2450 zł za 38 metrów

Najem mieszkania o powierzchni 38 m² kosztował 2450 zł miesięcznie – kwota obejmowała czynsz i odstępne. We wrześniu, przy podpisywaniu umowy, lokatorzy zapłacili kaucję w wysokości jednomiesięcznego czynszu, przekazaną – jak twierdzą – panu Andrzejowi. Dodatkowo pobrano od nich 300 zł za ubezpieczenie mieszkania a przy eksmisji zarządano od najemców kolejnych 400 złotych za posprzątanie mieszkania.

Nie mieliśmy wyboru. Albo zapłacimy, albo nie będzie mieszkania” relacjonuje kobieta.

Co więcej, tuż przed eksmisją pan Andrzej miał domagać się od lokatorów odmalowania mieszkania na ich koszt.

– A przecież to mieszkanie już na początku nie było w idealnym stanie podkreśla pani Katarzyna.

„Zasilenie konta”, nie czynsz

Jak ustaliliśmy, lokatorzy mieli otrzymywać polecenia, by w tytułach przelewów nie wpisywać „czynsz” ani „najem”, lecz określenie „zasilenie konta”.

Kazał tak wpisywać. Teraz już rozumiem dlaczego – mówi lokatorka.

Czy umowa najmu była zgłoszona do urzędu skarbowego – tego nie wiadomo. Próby kontaktu z właścicielem lub osobą reprezentującą lokal okazały się bezskuteczne. Pod numerem telefonu, którym dysponowali najemcy, nikt nie odbiera. My również próbowaliśmy dodzwonić się pod ten numer. Sprawa wydaje się niezrozumiała ponieważ de facto lokatorzy spóźnili się z płatnością 5 dni, ale tylko dlatego, że liczyli na dodatek mieszkaniowy. Poza tym na umowie widnieje zapis, że każda ze stron ma dwumiesięczny okres wypowiedzenia umowy.

Kto jest właścicielem?

Sprawa rodzi kolejne pytania. Przez cały okres najmu kontakt z lokatorami utrzymywał pan Andrzej i to on wydał polecenie opuszczenia mieszkania. Tymczasem na umowie najmu jako właścicielka lokalu widnieje pani Aleksandra.

Nie wiadomo, czy pan Andrzej posiadał pełnomocnictwo do działania w jej imieniu ani jakie były faktyczne relacje między stronami.

Głosy sąsiadów

O sytuacji mówią także sąsiedzi z Garbarskiej 31.

„Widzieliśmy, jak wynosili ich rzeczy. Był mróz, a oni stali na klatce z całym dobytkiem” relacjonują mieszkańcy bloku.

Jak twierdzą, pan Andrzej remontuje również sąsiednie mieszkanie, co – ich zdaniem – ma charakter zarobkowy. Miał też dopytywać o lokale należące do schorowanych lub samotnych seniorów.

Samo to nie byłoby niczym złym, gdyby nie fakt, jak traktuje ludzi – mówią sąsiedzi pani Katarzyny.

Noc u znajomej, interwencja służb

Po wyrzuceniu z mieszkania pani Katarzyna zadzwoniła do znajomej, która zdecydowała się ich przenocować. Była to jedyna forma natychmiastowej pomocy.

Dwa dni  po eksmisji na miejscu pojawiły się policja oraz straż miejska, które podjęły czynności wyjaśniające. Sprawa może mieć dalszy bieg prawny.

Zgodnie z obowiązującym prawem nie można nikogo eksmitować bez podstaw prawnych. Eksmisja musi odbywać się na podstawie orzeczenia sądu, a w przypadku osób, które nie są w stanie samodzielnie funkcjonować, gmina ma obowiązek zapewnienia lokalu socjalnego- mówiła mł. aspirant Edyta Daroch, oficer prasowy KMP w Piotrkowie.  

„Każdy może być następny”

Dla pani Katarzyny i jej męża 20 stycznia pozostanie dniem, w którym w środku zimy stracili dach nad głową. Bez wyroku sądu, bez uzasadnienia, bez możliwości znalezienia drugiego lokum.

Człowiek nie jest workiem ze śmieciami. Tak nie wolno traktować ludzi mówi kobieta.

Sprawa nie dotyczy wyłącznie jednego mieszkania i jednych lokatorów, lecz budzi szersze pytania o bezpieczeństwo najemców oraz standardy wynajmu mieszkań w Piotrkowie oraz jak łatwo, wbrew obowiązującym przepisom, można pozbawić ludzi podstawowego prawa – dachu nad głową.

Zgodnie z art. 191 Kodeksu karnego, kto stosując przemoc, groźbę bezprawną lub uniemożliwiając korzystanie z zajmowanego lokalu, zmusza inną osobę do określonego działania, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech. W praktyce oznacza to, że wymiana zamków, wynoszenie rzeczy czy fizyczne blokowanie dostępu do mieszkania – bez wyroku sądu – może stanowić przestępstwo.

Równie istotna jest ustawa o ochronie praw lokatorów. Zgodnie z jej przepisami eksmisja może nastąpić wyłącznie na podstawie prawomocnego orzeczenia sądu i przy udziale komornika. Właściciel lokalu nie ma prawa samodzielnie usuwać lokatorów, nawet w przypadku zaległości czynszowych.

Prawo przewiduje również tzw. okres ochronny. Od 1 listopada do 31 marca obowiązuje zakaz eksmisji „na bruk”, czyli bez zapewnienia lokalu socjalnego, jeżeli lokatorowi przysługuje taka ochrona. Wyrzucenie ludzi na zewnątrz w środku zimy – przy ujemnych temperaturach – może być uznane za rażące naruszenie prawa.

Reklama

Podsumowanie

    reklama

    Komentarze 13

    reklama

    Dla Ciebie

    0°C

    Pogoda

    Kontakt

    Radio