Po dwóch miesiącach przerwy w piątek w Sądzie Rejonowym w Piotrkowie kolejny dzień procesu przeciwko Sebastianowi M. Sprawa ta dotyczy tragicznych wydarzeń z 16 września 2023 roku, które wstrząsnęły opinią publiczną w całej Polsce. Zeznania byłego pracownika firmy Sebastiana M. są niekorzystne dla oskarżonego. - Szef jeździł agresywnie i szybko, ale pewnie - mówił świadek i wspominał zdarzenie, gdy jechali ponad 300 km/h. Prowadził Sebastian M.
W piątek swoje zeznania składał były pracownik firmy Sebastiana M. Na pytanie prokuratora czy byłby w stanie scharakteryzować sposób jazdy oskarżonego świadek podkreślił, że nie jest ekspertem ale w jego opinii szef jeździł dość pewnie, agresywnie i szybko, ale pewnie.
Na pytanie sędzi o ile szybciej odpowiedział, że dużo szybciej. Jak podkreślił któregoś razu Sebastian M jechał 304 km na godzinę.
Wracaliśmy trasą pomiędzy Białymstokiem a Warszawą chyba we dwóch.
Świadek powiedział, że nigdy czegoś takiego nie przeżył.
To był mój rekord prędkości - dodał.
Relacjonował, że w sobotę wieczorem Sebastian zadzwonił i powiedział o wypadku. - W niedzielę pojechaliśmy samochodem ojca. Sebastian prowadził, ale na Węgrzech ja się przesiadłem. Było po nim widać, że kuleje. Zapytałem, co się stało. Powiedział, że miał wypadek samochodowy i że Kia wyjechała mu na jego pas. Byłem zdziwiony że Sebastian może jechać. Zapytałem, czy może opuścić kraj. Odpowiedział, że tak, bo nie jest sprawcą wypadku i nie ma zabranego paszportu. Mówił, że dzięki temu autu też przeżył. Wspominał, że jechał z dwoma kolegami, którzy byli nietrzeźwi. Czy mówił z jaką prędkością jechał? Nie. Wspominał o porozrzucanych rzeczach z bagażnika. Jechaliśmy dokładnie tą samą drogą. Widzieliśmy to wypalone miejsce. Miałem gęsią skórkę, bo dowiedziałem się co zaszło - mówił świadek.
Były pracownik opowiadał też o wyjeździe na targi do Niemiec, z których Sebastian M. nie wrócił. Później okazało się, że pojawił się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Prokurator: Czy firma oskarżonego miała kontrahentów z ZEA i Turcji? - Nie. Nie mieliśmy - odpowiedział świadek.
Mówił także o atmosferze w przedsiębiorstwie Sebastiana M. - Ktoś mnie śledził. Drony latały nad firmą. Wyzywali nas, że pracujemy dla zabójcy - wspominał podczas procesu.
Do dramatu doszło na autostradzie A1 na wysokości miejscowości Sierosław pod Piotrkowem Trybunalskim.
Kluczowym elementem oskarżenia prokuratury są szczegółowe dane techniczne zabezpieczone z systemów pokładowych pojazdu sprawcy.
Zanim organy ścigania zdołały postawić zarzuty kierowcy BMW, mężczyzna wyjechał z Polski. Ukrywał się na terenie ZEA w Dubaju, gdzie został zatrzymany na podstawie międzynarodowego listu gończego i czerwonej noty Interpolu.
Skomplikowana procedura międzynarodowa zakończyła się w maju 2025 roku, gdy Sąd Najwyższy ZEA oraz tamtejszy Minister Sprawiedliwości ostatecznie wyrazili zgodę na wydanie ścigana. Sebastian M. został przetransportowany do kraju drogą lotniczą pod eskortą policji i trafił do polskiego aresztu śledczego.
Przed sądem oskarżony nie przyznaje się do winy. W swoich oficjalnych wyjaśnieniach Sebastian M. twierdził m.in., że jego wyjazd do Dubaju miał charakter czysto biznesowy i nie stanowił próby ucieczki.
Obrona oskarżonego oraz powołani przez nią prywatni biegli starają się systematycznie podważać rzetelność ekspertyz prokuratury. Linia obrony skupia się na kwestionowaniu wyliczeń dotyczących prędkości BMW oraz na próbach wykazania, że zachowanie kierowcy samochodu marki Kia również mogło przyczynić się do przebiegu tego tragicznego zdarzenia.
Sebastianowi M. za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Komentarze 6