Artykuł sponsorowany
Mój dziadek miał jedną wodę kolońską. Stała w tym samym miejscu przez lata i nie należała do codziennej rutyny, raczej kojarzyła się z wyjątkowymi okazjami. Na ślubu, pogrzeb, pasterkę, imieniny babci, wszystkie te okazje, kiedy mężczyzna musiał wyglądać porządnie. Perfumy były dawniej trudno dostępne, a ich wybór mocno ograniczony. Dziś wystarczy wejść rano do autobusu numer 0 albo stanąć w kolejce po kawę przy Rynku Trybunalskim, żeby zrozumieć, że coś się zmieniło. Mężczyźni w Piotrkowie pachną nie od święta, lecz na co dzień. Co się zmieniło?
Piotrków to miasto pracy. Mieszka tu ponad 65 tysięcy osób, w tym blisko 31 tysięcy mężczyzn, a tożsamość miejsca od lat budują przemysł i logistyka. Mamy dziesiątki zakładów produkujących precyzyjne części dla motoryzacji, konstrukcje stalowe, opakowania czy znicze, plus położenie w samym środku Polski, na skrzyżowaniu głównych szlaków. To miasto kojarzone z ciężką pracą, a nie męską pielęgnacją. A jednak coś się zmienia.
Nawet ten sam mężczyzna, który przez pięć dni w tygodniu, po osiem godzin skrawa metale i poci się w ubraniach roboczych, wieczorem bierze prysznic, zakłada koszulę, spryskuje się perfumem i wychodzi na miasto. Pokolenie dziadka miało jedną „wodę po goleniu na niedzielę". Pokolenie jego wnuków traktuje zapach jak część codziennej rutyny, równie naturalną co czysty t-shirt i naładowany telefon.
Co ciekawe, ta zmiana wpisuje się w szerszy ruch, który zatarł granicę między apteką, drogerią i perfumerią. Dobrze widać to na przykładzie Super-Pharm, sieci działającej w modelu health & beauty, gdzie pod jednym dachem stoją obok siebie leki bez recepty, dermokosmetyki, pielęgnacja i perfumy. W takim sklepie, kiedy chodzimy na zakupy po pastę do zębów czy papier toaletowy, można śmiało “przy okazji” wziąć nowy flakon wody kolońskiej. Zapach zaczyna być czymś, po co sięga się regularnie, a nie raz na rok.
Ta zmiana nie jest wyłącznie lokalną anegdotą z Piotrkowa. Widać ją w danych o całym rynku kosmetycznym. Według analiz PMR Market Experts wartość rynku kosmetycznego w Polsce w 2024 roku przekroczyła 35 mld zł i wzrosła o ponad 6 proc. rok do roku. Polska jest też jednym z ważniejszych rynków kosmetycznych w Unii Europejskiej, w raporcie branżowym wskazywano, że odpowiadała za 6,4 proc. unijnego rynku kosmetyków.
Męska pielęgnacja pozostaje tylko częścią tej branży, ale właśnie dlatego dobrze pokazuje obyczajowe przesunięcie. W źródłach branżowych segment kosmetyków dla mężczyzn opisywany był jako około 10 proc. światowego rynku kosmetycznego, a starsze dane KPMG przywoływane w branży mówiły, że Polacy wydawali na kosmetyki i akcesoria do golenia prawie 850 mln zł rocznie. Nowsze obserwacje zachowań konsumentów pokazują jeszcze ciekawszy kierunek: Euromonitor wskazywał, że w 2023 roku ponad 40 proc. mężczyzn deklarowało używanie kremu, balsamu lub lotionu do twarzy.
To znaczy, że mężczyźni nie tylko kupują dezodorant, piankę do golenia i flakon perfum na prezent. Coraz częściej wchodzą w kategorie, które jeszcze niedawno były kojarzone wyłącznie z pielęgnacją damską: kremy do twarzy, wcierki do włosów, dermokosmetyki.
Jeszcze niedawno mężczyzna kupujący sobie perfumy „ot tak", bez okazji, czuł na plecach wzrok ekspedientki i własne lekkie zażenowanie. Dziś tego skrępowania jest coraz mniej, a wraz z nim rośnie różnorodność tego, po co piotrkowianie sięgają.
Półki z perfumami męskimi, coraz częściej dorównują rozmiarem tym z zapachami damskimi. Z jednej strony są klasyczne kompozycje drzewne i korzenne, które odbieramy jako ciepłe i wyraziste, idealne na chłodniejsze miesiące i wieczorne wyjścia. Z drugiej lekkie zapachy cytrusowe i aromatyczne (tzw. fougère), które sprawdzają się rano, do pracy, gdy zależy nam na tym, żeby po prostu czuć się świeżo. Wybór jest duży w kategoriach zapachu i rodzaju kosmetyku, choć może niewielu mężczyzn wie na czym polega różnica między wodą toaletową a perfumowaną. Ten pierwszy, to zapachem lżejszy i bardziej ulotny, a drugi trzyma się skóry do końca dnia. Dla kogoś, kto wychodzi z domu o szóstej rano i wraca po długiej zmianie, warto postawić na trwałość, która wcale nie zależy od intensywności zapachu.
W mniejszych miastach imieniny wciąż mają się dobrze, a flakon perfum to dziś jeden z najpewniejszych prezentów: trafia w gust, nie wymaga zgadywania rozmiaru i nie ląduje w szufladzie. Niejedna piotrkowska żona przyzna, że ulubiony zapach męża zna lepiej niż on sam i to ona dopisuje go do listy zakupów przed świętami.
Ale rytuał działa też w drugą stronę. Użycie zapachu przed wyjściem to dla wielu mężczyzn moment rozgraniczenia czasu pracy od czasu wolnego. Coś jak przebranie się, tylko szybsze. W mieście, które od rana pracuje na pełnych obrotach, taki drobny gest bywa cenniejszy, niż się wydaje: to pół minuty, w którym człowiek przestaje być funkcją swojego stanowiska.
Można się uśmiechnąć, że to tylko zapach. Ale za tą drobnostką kryje się większa opowieść o tym, jak Piotrków, miasto Trybunału Koronnego, godzi tradycję z nową swobodą. Mężczyźni nie przestali być męscy. Po prostu uznali, że dbanie o siebie wcale nie kłóci się z męskością, a zapach to nie fanaberia, lecz element codziennej higieny i samopoczucia.
Mój dziadek pewnie pokręciłby głową nad zużywaniem perfum „bez okazji". A może wcale nie. Może po prostu należał do czasów, w których na codzienne drobne przyjemności trzeba było mieć powód. Dziś dobrym powodem jest zwykły wtorek i to chyba najzdrowsza zmiana, jaką ten zapach ze sobą przyniósł.