Właściciel mini zoo w miejscowości Porosło gmina Gorzkowice umieścił w weekend na Facebook niepokojący wpis - "skradziono 3 jeżozwierze afrykańskie". Hubert Nowacki poinformował o sprawie policję i poprosił internautów o pomoc w odnalezieniu kolczastych stworzeń. Jak się okazało to nie sprawka nikczemnego miłośnika afrykańskich zwierząt, jeżozwierze sforsowały metalowe ogrodzenie i uciekły na wolność. Sprawa znalazła szczęśliwy finał.
Jak tłumaczy właściciel, Hubert Nowacki nieobecność zwierząt odkrył podczas porannego karmienia.
Podczas rannego karmienia ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem, że wybieg jest pusty. Myślałem, że zwierzaki pochowały się pod świeżo usypane kopce gałęzi sosnowych. Przejrzałem dokładnie - nie ma. Wystraszyłem się, tym bardziej że pies był bardzo aktywny w nocy. Pierwsza myśl - ktoś ukradł. Aczkolwiek z drugiej strony w głowie miałem to, że to są dość niebezpieczne zwierzęta. Złapanie takiego zwierzaka nie jest sprawą prostą. Wezwałem policję, może przedwcześnie. Policja przyjechała, pooglądała. Nic nie znaleźliśmy - mówi właściciel Hubisiówki.
Policja nie była potrzebna, jak się okazało, jeżozwierze nie opuściły terenu mini zoo. Jednak ich spryt zadziwił nawet ich opiekuna.
Dopiero kolega mój z dużym doświadczeniem, jeśli chodzi o obsługę takich zwierząt, przyjechał i zobaczył, że panel metalowy jest cały oderwany. Przylegał, był na miejscu. Spryt tych zwierzaków jest ogromny i moc, przede wszystkim, bo oderwały najmocniejszy panel, jaki jest dostępny na rynku, bo z druta o średnicy 5 mm. Przecież to są zwierzęta poruszające się na czterech łapkach - nisko, a oderwały panel na wysokości 1,3 m. Na szczęście nie opuściły terenu. Cały dzień odpoczywały sobie gdzieś tam w jakichś krzakach, to są zwierzęta nocne - wieczorem uaktywniają się. No i razem z dwoma kolegami udało nam się je odłowić i wróciły na swoje miejsce - dodaje Hubert Nowacki.
Jeżozwierz jest największym gryzoniem żyjącym współcześnie w Afryce, jest gatunkiem nocnym. Potrafi bardzo dobrze pływać. Jego ciało pokrywają charakterystyczne kolce, których długość może wynosić nawet 40 cm. Korzystając z ochrony, jaką dają im kolce, jeżozwierze są w stanie obronić się przed atakiem hieny lub nawet lwa - czytamy na stronie orientarium zoo Łódź. Jak widać, kolczate ssaki potrafią być również mistrzami ucieczki - jak bronią się na wolności?
Zwierzęta całe pogubiły troszkę kolców, bo jednak to jest ich broń, ale nic się wielkiego nie stało. Troszkę stresu dla nich, ale już są na miejscu. W momencie zagrożenia odwracają się tyłem i stroszą wszystkie igły, bo to jest ich broń. Także niedoświadczone drapieżniki mogą zaatakować, ale robią to, tak jak ja to powiadam, dwa razy w życiu, pierwszy i ostatni. Kolce bardzo łatwo się odłamują, zostają w pysku agresora - mówi Hubert Nowacki.
Czy jeżozwierze poradziłyby sobie w lesie w powiecie piotrkowskim?
Kwestia pokarmu, bo termicznie znoszą nasze warunki. Nawet tutaj nie były specjalnie dogrzewane. Oczywiście były w budyneczku, gdzie były osłonięte od deszczu i wiatru. Więc naszą zimę, która w tym roku była wyjątkowa - dawno nie było takiej zimy, takich mrozów - zniosły całkiem przyzwoicie. Także tutaj myślę, że jak tylko znalazłyby coś do jedzenia, co by im odpowiadało, to by sobie poradziły. Mój teren oczywiście jest dookoła zagrodzony podwójną siatką leśną. Natomiast sforsowanie poprzez podkop jest dla nich jak najbardziej możliwe, ponieważ to są zwierzęta, które kopią nory i bez problemu by sobie podkopały, żeby wyjść. Natomiast zareagowaliśmy na tyle szybko, że one biegały bardzo blisko tutaj swojego wybiegu. W zasadzie kilkadziesiąt metrów - dodaje właściciel Hubisiówki.
Komentarze 2