Jeszcze kilka miesięcy temu jej historia poruszyła mieszkańców całego regionu. Luna, niepełnosprawna suczka porzucona zimą na mrozie, trafiła do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Piotrkowie Trybunalskim w stanie wymagającym natychmiastowej pomocy. Dziś opiekunowie przekazują dobre wiadomości - pojawiły się pierwsze oznaki postępów w rehabilitacji.
Po nagłośnieniu sprawy Luna stała się symbolem walki o drugą szansę dla zwierząt skrzywdzonych przez człowieka. Choć nadal porusza się głównie przy pomocy specjalnego wózka, pracownicy schroniska nie ustają w wysiłkach, by pomóc jej odzyskać sprawność.
Jeżeli chodzi o rehabilitację, to przyjeżdża do nas pani, która zajmuje się rehabilitacją zwierząt. Ona jest u nas raz w tygodniu i prowadzi terapię fachowo, natomiast przeszkoliła również nas. W pozostałe dni staramy się z Luną pracować sami - mówi kierownik Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Piotrkowie Trybunalskim - Wioletta Truchanowicz.
Choć droga do pełnej sprawności może być jeszcze długa, opiekunowie zauważają zmiany, które dają powody do ostrożnego optymizmu.
Postępy chyba są. Osoby, które nas obserwują, widzą, że gdzieś tam powoli zaczyna tymi nóżkami ruszać - podkreśla kierownik schroniska.
Jak przyznaje, Luna przyzwyczaiła się do poruszania na wózku, dlatego nie zawsze chętnie angażuje tylne kończyny podczas ćwiczeń.
Jest troszeczkę leniwa. Przyzwyczaiła się do biegania na wózku i jest jej po prostu łatwiej trzymać nóżki z tyłu - dodaje z uśmiechem.
Ostatnio suczka przeszła także pierwszą próbę rehabilitacji w wodzie. Tego typu ćwiczenia są często wykorzystywane u zwierząt z problemami neurologicznymi i ortopedycznymi, ponieważ odciążają stawy i pomagają odbudowywać pracę mięśni. Pierwsze zajęcia były jednak dla Luny dużym przeżyciem.
Była troszeczkę zdezorientowana. Może nie zdenerwowana, ale właśnie zdezorientowana. Zobaczymy, czy następnym razem również uda nam się tak rehabilitować - mówi kierownik.
Choć efekty wodnej terapii trudno jeszcze ocenić, opiekunowie zauważyli, że podczas ćwiczeń Luna próbowała poruszać tylnymi łapkami.
Najważniejsze pytanie pozostaje jednak bez zmian: czy Luna będzie kiedyś chodzić samodzielnie? W schronisku nikt nie chce składać obietnic, których nie da się zagwarantować. Jest jednak coś, czego jeszcze niedawno brakowało - realna nadzieja.
Mam taką nadzieję. Wszyscy mamy taką nadzieję. Nie damy stuprocentowej pewności, natomiast wszystkie znaki wskazują, że jest taka możliwość. Trzymamy za nią mocno kciuki, żeby rzeczywiście jej się udało i żeby nie była do końca życia na wózku - podkreśla kierownik schroniska.
Dla wielu osób śledzących losy Luny to wiadomość, na którą czekali od miesięcy. Choć rehabilitacja wymaga czasu, cierpliwości i codziennej pracy, każdy najmniejszy ruch tylnych łap jest dziś powodem do radości. A sama Luna po raz kolejny udowadnia, że nawet po najtrudniejszych doświadczeniach warto walczyć o lepsze jutro.
Komentarze 1