Już w sobotę, 14 marca, o godzinie 11:00 w Muzeum w Piotrkowie Trybunalskim Fundacja Cor Ignis wraz z Grupą Rekonstrukcji Historycznych „Jesień” zaprasza na wykład o tym, co w historii partyzantki często pozostaje w cieniu walki.
Za każdym partyzantem w oddziale leśnym stało co najmniej kilkanaście osób i w przytłaczającej większości były to kobiety. Ktoś musiał prać im rzeczy, cerować, gotować, leczyć, nosić meldunki i załatwiać lekarstwa - mówi prezes Fundacji Cor Ignis, Jakub Czerwiński. - Bez ich pracy działania Polskiego Państwa Podziemnego nie mogłyby się odbywać, a ryzyko ich życia było równie realne, jak partyzantów z bronią w ręku.
W szczytowym momencie w jednym oddziale w lesie mogło być nawet 1200 osób – pełny regulaminowy pułk piechoty.
Trzeba było mieć osobną służbę aprowizacyjną, planować jedzenie miesiącami wcześniej i uwzględniać cykle natury oraz pory roku. To była gigantyczna misja logistyczna - dodaje Irytujący Historyk. -
Partyzanci nie mogli po prostu iść do wsi i zabrać jedzenia – musieli zdobywać aprowizację w sposób, który nie narażał lokalnej ludności.
Podczas sobotniego wykładu uczestnicy usłyszą historie z życia codziennego konspiratorów – od zaopatrzenia i leczenia po logistykę i bytowanie oddziałów leśnych – czyli wszystko to, o czym zwykle nie mówi się w podręcznikach historii, a w czym kluczową rolę odgrywały kobiety.

Komentarze 1