Czwarte miejsce wywalczył Tomaszowianin Damian Żurek w finale na 500 metrów na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Rywalizacja zakończyła się zwycięstwem Amerykanina Jordana Stolza.
Sprinter z USA dojechał do mety z czasem 33,77 min, bijąc rekord olimpijski. Podium wywalczyli również odpowiednio Holender Jenning de Boo, a trzecie – Kanadyjczyk Laurent Dubreuil. Damian Żurek po raz drugi na tych Igrzyskach był tuż za podium. Przypomnijmy, że w minioną środę na dystansie 100 metrów również wywalczył czwarte miejsce.
Nie milkną echa po wczorajszym sukcesie Vladimira Semirunnija, innego panczenisty KS Pilica Tomaszów Mazowiecki, który wczoraj sięgnął po srebro w rywalizacji na 10 tys. metrów.
– Po biegu chodziłem jak na patykach, mogę powiedzieć. Naprawdę ciężko było. Teraz tak stoję na wyprostowanych kolanach, bo dalej jest ciężko. Tyle kosztuje ten medal, naprawdę. Wszyscy, widać, że taka była walka, że naprawdę wszyscy tak mocno zaczynali. Później jechało się ciężko. Taki lód, takie są warunki i trzeba być przyzwyczajonym na to. To jest Igrzyska i zrobiłem wszystko, co mogę. Jestem zadowolony z medalu, ale z biegu i czasu nie jestem zadowolony. Naprawdę na treningach było lepiej. Wiadomo, że chciałem się bawić jazdą, ale trochę była presja w głowie. Na półtora tysiąca i w biegu ze starty masowego już będę się bawić i robić to, co umiem najlepiej – komentuje.
Zachwycony po sukcesie Semirunnija, wspieranego przez sponsora głównego polskiego łyżwiarstwa PGE Polską Grupą Energetyczną, był jego trener Roland Cieślak. – Dzień historyczny. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, bo liczyliśmy na tego chłopaka. Wiedzieliśmy na jakim poziomie sportowym jest, jak może się zaprezentować. Zrobił to z zimną krwią, przyszedł na tor wystartował, zdobył medal. Poza treningami jego poziom mentalny przygotowania do bycia najlepszym na świecie jest na dużym poziomie. Jest człowiekiem, który chce wygrywać. To jest bardzo ważne w sporcie. Nie kalkuluje, nie myśli co można zrobić tak, żeby gdzieś coś się udało, a najmniejszym kosztem..
– Wracamy jako łyżwiarstwo szybkie na właściwe tory i zdobywamy pierwszy medal. Cieszymy się ogromnie, bo ta praca nie poszła na marne, już możemy być się tego pewni. Władek był dużym faworytem i zaskoczeniem byłoby dla mnie jakby tego medalu nie zdobył, ale to też musiał odpowiednio przejechać ten dystans, mocno go zaczął i też powalczył na tym dystansie. Były duże emocje i do końca musieliśmy wierzyć w to, że ten czas Władka da nam medal – mówi Zbigniew Bródka, wychowanek Błyskawicy Domaniewice, mistrz olimpijski z Soczi.
Komentarze 0