"Miliony" złotych, dolary, marki niemieckie do tego drobne złoto i srebro. Tym wszystkim podzielili się Piotrkowianie w 1993 roku z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy. Choć nie było jeszcze puszek czy znanej wszystkim piosenki "Karnawał", orkiestra wzbudziła w mieszkańcach pozytywne emocje. Datki przynosili do Radia Piotrków i nieistniejącego już Wojewódzkiego Ośrodka Kultury. Później miasto zaliczyło "wtopę", jednak w 1999 roku "Owsiak wybaczył Piotrkowowi". Przedstawiamy, krótką, lecz intensywną historię szalonych lat 90 przez pryzmat największej akcji charytatywnej w Polsce.
Niezależnie od tego, jakie emocje budzi melodia Voo Voo ft. Jafia Namuel - Karnawał (Pozytywne Myślenie) to trzeba przyznać jedno, zna ją każdy Polak. Utwór od 1998 roku jest hymnem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jednak historia WOŚP-u jest przecież troszkę dłuższa. Wszystko zaczęło się oczywiście w radiu – Programie Trzecim Polskiego Radia gdzie Jurek Owsiak zbierał i przekazywał datki właśnie na chore dzieci. W 1992 roku pojawiła się już znana już wszystkim nazwa, a pierwszy „finał” został zorganizowany 3 stycznia 1993 roku. Trochę przez przypadek, bo happening ogłoszono w telewizyjnym programie muzycznym „Róbta co chceta”, a odzew poszedł w całą Polskę, gdzie zorganizowano coś na kształt znanych już dziś „finałów” właśnie. Piotrków nie był w tyle, u nas również akcja rozpoczęła się w radiu – Radiu Piotrków. Jak to było wspomina Tomasz Stachaczyk, założyciel rozgłośni?
Piotrków z Orkiestrą Świątecznej Pomocy gra z samego początku.
- No i to jest prawdziwe stwierdzenie, mogę to potwierdzić swoją osobą i pamięcią o tych wydarzeniach, które miały miejsce 4 i 5 stycznia, bo zachowały się jeszcze jakieś dokumenty z 1993 roku. Orkiestra nie była jeszcze wtedy rozpropagowana, tak jak dzisiaj, nie było wiadomo jeszcze do końca, jak to się rozwinie. No i tak naprawdę ani Radio Piotrków, ani mieszkańcy miasta, jakoś nie szykowali się bardzo, ale serca, coś tam się w tych sercach rozpuściło i nagle zaczęliśmy otrzymywać telefony, zaczęli przychodzić ludzie, no my też chcemy grać w orkiestrze. Wy chcecie i my też chcemy. Zorganizowaliśmy w ciągu tych dwóch dni, ale ta akcja się troszeczkę jeszcze wydłużyła - relacjonuje Tomasz Stachaczyk.
Mieszkańcy Piotrkowa Trybunalskiego włączyli się do akcji - "dzwonek dzwonił bez przerwy, ludzie przynosili to, co mieli".
- Zbiórkę zorganizowana była w Wojewódzkim Domu Kultury przy ulicy 3 Maja, tam, gdzie dzisiaj znajduje się MOK, no i u nas w Radiu Piotrków. Po prostu bez przerwy dzwonek dzwonił, trzeba było otwierać, ludzie przynosili to, co mieli, nie tylko pieniądze, ale tam jakieś obrączki, pierścioneczek, parę dolarów, no i tak później nie było wiadomo co z tym zrobić za bardzo. Oczywiście traktowaliśmy to jako nieswoje dobra i liczyliśmy to codziennie na podłodze, była kupa drobiazgów, nie było maszyn do liczenia. Wtedy jeszcze pieniądze w milionach liczyliśmy, no i zabraliśmy kwotę i później trzeba było z tym pojechać do Warszawy - dodaje Tomasz Stachaczyk.

Podniosła atmosfera i spory bałagan.
Pojechaliśmy z Pawłem Małolepszym, tak gdzieś po dwóch tygodniach, moim samochodem do Warszawy. Pamiętam, straszliwa gołoledź nas złapała, tak duża, że po Warszawie nawet autobusy nie jeździły, bo było tak ślisko. No ale jakoś udało nam się szczęśliwie dojechać, poszukać wieżowca, w którym mieściła się Agencja Ćwierć Mrówki. Tam odnaleźliśmy w takim mrówkowcu, taki wielki budynek, wielki wieżowiec. Tłum ludzi już z daleka na korytarzu sygnalizował, że coś się tam dzieje. No i tam z tymi precjozami, pieniędzmi, oczywiście z pokwitowaniem w ręku do zatwierdzenia zgłaszamy się, a tam tłum niesamowity, bałagan, atmosfera podniosła, ktoś mi wyrwał tę reklamówkę z tych organizatorów, rzucił pod ścianę i mówi, dobra, następny proszę. No mówię, zaraz, zaraz, ja chcę pokwitowanie, bo moja natura, uważam, że trzeba byłoby się z tego rozliczyć, co człowiek zaczął robić, zwłaszcza przy takiej akcji - mówi Tomasz Stachaczyk.
Z akcji zachowały się dokumenty i wspomnienia. Według kwitu rozliczającego akcję w Piotrkowie - zebrano 23 017 235 złotych. Co przeliczając kalkulatorem inflacji i denominacji na "dzisiejsze pieniądze" wyniosłoby około 16 tysięcy złotych. Piotrkowianie dorzucili też 12 dolarów amerykańskich, 10 marek niemieckich, 2 małe złote pierścionki, 1 pierścionek srebrny, 3 łańcuszki srebrne oraz 2 srebrne krzyżyki.

Popularność ogólnopolskiej akcji charytatywnej rosła, podniosła atmosfera i otwarte na pomoc serca zostały wykorzystane przez nieuczciwych widzących łatwy zarobek ludzi. Sprawy kradzieży z puszek zdarzały się co prawda nagminnie i były napiętnowane. Jednak w Piotrkowie Trybunalskim w 1994 roku to zarządzający sztabem okradli WOŚP z zebranych pieniędzy. Sprawa odbiła się czkawką i jak wspomina Tomasz Stachaczyk, kilka finałów się nie odbyło, a wynik finansowy kolejnych był mizerny.
Jeden z następnych finałów skończył się dość paskudnie. Ktoś skorzystał z tej okazji, że właśnie odbierano te efekty tej zbiórki w taki sposób spontaniczny, nie licząc. No i ujął sobie tam, nie wiem, połowę czy dwie trzecie, no była z tego wielka afera. Przez jakiś czas orkiestra w Piotrkowie nie grała. Pomysł na nowo powrócił w 1999 roku pod skrzydłami już Miejskiego Ośrodka Kultury. Oczywiście i my się w to włączaliśmy, bo tak jak byliśmy na początku. Ja jestem dumny z tego, że mogłem być przy tej pierwszej orkiestrze. Chociaż powiem szczerze, czasami mam wątpliwości co do tego, czy to państwo nie powinno robić tego, co robi orkiestra, ale tego wątku nie chcę rozwijać. W każdym razie jest to bardzo dużo dobrych emocji, dobrego serca, takiego potrzebnego, zwłaszcza dzisiaj, kiedy cała aktywność ludzka praktycznie idzie na pisanie w internecie jakiejś tam paszkwili na kolegę czy na przyjaciela. Kiedy robimy coś dobrego, kiedy łączy nas dobro, to jest pozytywne - podsumowuje Tomasz Stachaczyk.
Katharsis WOŚP w Piotrkowie Trybunalskim przyszedł w 1999 roku. Dzięki porozumieniu Jurka Owsiaka, ogólnopolskiego sztabu WOŚP i Miejskiego Ośrodka Kultury do miasta powrócił finał z prawdziwego zdarzenia. Na kolejne lata miasto doczekało się atrakcji, koncertów, licytacji i dobrej zabawy w słusznej sprawie. Finał ten zorganizowano przed budynkiem MOK przy ul. Słowackiego 13. Dla gości wystąpiły zespoły: kabaretowe "Teatr Forum" i muzyczny "Sound Proof" z MOK oraz "Golem', "Luźna Guma", "Qbeck", "Normalsi" i "Ziemniaki". Odbyło się bez żadnych skandali, Podczas VII finału zebrano 2.683,74 złote, 7 dolarów, 14 marek, 2 srebrne obrączki, 1 pierścionek i złoty kolczyk.
Kwestująca młodzież zbierała pieniądze nie tylko w centrum miasta (choć tam można było przy okazji posilić się grochówką, w MOK-u zaś obejrzeć kilka koncertów). "Orkiestrowa" młodzież odwiedziła również handlujących i kupujących tego dnia przed stadionem przy ulicy Dmowskiego. Jak się okazało, nie wszyscy chętnie wrzucali pieniądze do skarbonek. Niektórzy tłumaczyli, że nie mają drobnych, inni przechodzili, udając, że nie słyszą prośby kwestującego. Zdarzali się i tacy, którzy wprost odmawiali, przypominając aferę, jakа miała miejsce w Piotrkowie kilka lat temu - czytamy w Tygodniu Trybunalskim z 1999 roku.

Szczegóły finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z 1999 roku można znaleźć na archiwalnym nagraniu.
Komentarze 3