TERAZ 27°C
JAKOŚĆ POWIETRZA Bardzo dobra
reklama Termy Uniejów

Piotrków Trybunalski w latach 90. Tak rodził się wolny rynek i przedsiębiorczość

F.Zieliński
Filip Zieliński wt., 14 lipca 2026 13:35

Na archiwalnych fotografiach odnalezionych po latach na kliszach „Tygodnia Trybunalskiego” widać Piotrków, którego już nie ma. Chodniki pełne handlarzy, prowizoryczne stoiska, pierwsze bazary i ludzi próbujących odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Zdjęcia doskonale uzupełniają wspomnienia Michała Rżanka – pierwszego prezydenta Piotrkowa Trybunalskiego po odrodzeniu samorządu, który kierował miastem w latach 1990–1996, gdy rodził się polski kapitalizm i samorządność.

Początek lat 90. był czasem ogromnych przemian. Jeszcze przed upadkiem PRL, 1 stycznia 1989 roku, weszła w życie tzw. ustawa Wilczka, która radykalnie uprościła prowadzenie działalności gospodarczej. W połączeniu z otwierającymi się granicami i gospodarką wolnorynkową wywołało to prawdziwy boom przedsiębiorczości. Tysiące Polaków zaczęło sprowadzać towary z zagranicy i próbować swoich sił w handlu. Sprzedawano praktycznie wszystko – od ubrań i elektroniki po narzędzia i żywność.

Piotrków nie był wyjątkiem. Ulice szybko zaczęły się zapełniać handlarzami, a miasto musiało odnaleźć się w rzeczywistości, której wcześniej nie znało.

O tamtych czasach opowiada Michał Rżanek, który jako pierwszy prezydent Piotrkowa po odrodzeniu samorządu obserwował te zmiany z pierwszego rzędu.

Pierwszym widocznym obrazkiem był handel wszędzie tam, gdzie możliwy. Zaczynano handel na gazecie, na chodniku, później pojawiły się tak zwane „szczęki”, czyli rozkładane stoiska. Później były namioty, a następnie kolejne wiaty. My jako zarząd wyszliśmy naprzeciw wszystkim tym, którzy chcieli prowadzić działalność. Jeżeli pracownicy sklepów chcieli przejąć lokale miejskie i prowadzić je na własny rachunek, zgadzaliśmy się na to.

Tak rodził się lokalny kapitalizm. Z dnia na dzień państwowe sklepy ustępowały miejsca prywatnym przedsiębiorcom, a mieszkańcy próbowali wykorzystać nowe możliwości.

Miasto uczyło się razem z mieszkańcami

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie samorządu bez procedur, planów inwestycyjnych czy wielomiesięcznych przygotowań. W 1990 roku wiele decyzji podejmowano po raz pierwszy.

Przepisy zmieniały się bardzo szybko, kolejne kompetencje trafiały do samorządów, a handel rozwijał się znacznie szybciej niż administracja była w stanie za nim nadążyć.

Coraz więcej osób chciało sprzedawać swoje towary, dlatego miasto zaczęło wyznaczać kolejne miejsca do handlu.

Targowisko wyznaczone... czubkiem buta

Jedna z najbardziej obrazowych historii, jakie opowiada Michał Rżanek, dotyczy powstania nowego targowiska.

Nie było wtedy wielkich analiz, konsultacji społecznych ani komputerowych wizualizacji. Liczyła się szybka decyzja.

Pojechaliśmy z inżynierem miasta obejrzeć teren. Dosłownie wyznaczyłem miejsce pod targowisko. Później wywieźliśmy piach, ułożyliśmy betonowe płyty i tak powstało miejsce do handlu.

Hala targowa miała uporządkować handel

Początki przedsiębiorczości miały jednak także swoją mniej romantyczną stronę.

Handel żywnością odbywał się często w prowizorycznych warunkach. Sprzedawano z samochodów, stołów i rozstawionych naprędce straganów.

Przyszedł do mnie lekarz weterynarii z termometrem i mówi: „Zobacz, jaka temperatura, a tutaj na stole mięsem handlują koło hali”. Postanowiliśmy więc zrobić w hali targowej nowe stoiska. Wzorowaliśmy się na hali na Górniaku w Łodzi. Sam naszkicowałem ich układ, a później zostały wykonane boksy. Gdy ogłoszono przetarg na ich dzierżawę, ludzi było tylu, że po schodach urzędu nie dało się przejść. To świadczyło o tym, jak bardzo ten handel był wtedy potrzebny.

Tak wyglądały początki wolnego rynku

Jak wspomina były prezydent, podobne sceny można było zobaczyć nie tylko w Piotrkowie.

Do miasta przyjeżdżali handlarze z Rosji, Białorusi i Ukrainy, a towary sprzedawano praktycznie wszędzie, gdzie znaleźli się kupujący.

Po rozmowie z weterynarzem pojechałem do Warszawy. Przy Sejmie stał żuk i z niego też sprzedawano mięso. Pomyślałem wtedy: skoro nawet pod Sejmem wygląda to podobnie, to znaczy, że taki był po prostu początek wolnego rynku w całym kraju.

Choć dzisiaj trudno to sobie wyobrazić, w pierwszych latach transformacji wiele rzeczy tworzono metodą prób i błędów. Przepisy dopiero powstawały, a samorządy musiały szybko reagować na zmieniającą się rzeczywistość.

Od bazaru do hipermarketu

W drugiej połowie lat 90. handel zaczął się zmieniać. Miasto przygotowywało tereny pod pierwsze duże inwestycje handlowe. Scalano działki i opracowywano plany zagospodarowania przestrzennego.

Najpierw komasowaliśmy grunty. Z jednej działki zrobiło się ich kilka i dopiero wtedy mogliśmy przygotować teren pod pierwszy sklep wielkopowierzchniowy. To wymagało kilku lat pracy, ale później przyniosło miastu bardzo duże dochody ze sprzedaży tej nieruchomości.

Kilka lat później mieszkańcy robili już zakupy w pierwszym hipermarkecie. W ciągu zaledwie jednej dekady Piotrków przeszedł drogę od handlu na gazetach rozłożonych na chodnikach, przez „szczęki”, bazary i halę targową, aż po nowoczesny handel wielkopowierzchniowy.

Dziś tamte czasy wielu wspomina z nostalgią. Warto jednak pamiętać, że za obrazem kolorowych bazarów i rodzącej się przedsiębiorczości kryły się także niepewność, brak doświadczenia i codzienna walka o utrzymanie własnego biznesu.

Odnalezione po latach fotografie z archiwum „Tygodnia Trybunalskiego” pozwalają na chwilę wrócić do tamtego Piotrkowa – miasta, które uczyło się wolnego rynku razem ze swoimi mieszkańcami.

Posłuchaj audycji Ale to już było

Reklama

Podsumowanie

    reklama

    Komentarze 0

    reklama

    Dla Ciebie

    27°C

    Pogoda

    Kontakt

    Radio