25 lat temu wydarzyła się tragedia, która na zawsze zapisała się w pamięci mieszkańców regionu. W wypadku koło Kamieńska zginęło dziewięć osób. Dziś, ćwierć wieku później, wracamy do tamtych dramatycznych wydarzeń i pytamy, co pozostało w pamięci świadków i bliskich ofiar.
Do katastrofy doszło 23 sierpnia 2001 r. około godz. 6:25–6:30 na skrzyżowaniu ówczesnej DK1 Gdańsk–Katowice z drogą nr 484 prowadzącą z Kamieńska do Bełchatowa. Autobus pracowniczy nr 593 jechał z okolic Radomska, Kamieńska i Gorzkowic do Elektrowni Bełchatów w Rogowcu.
Na skrzyżowaniu doszło do zderzenia z ciężarowym TIR-em jadącym w kierunku Katowic. Ciężarówka uderzyła w środkową część autobusu, a siła zderzenia była tak duża, że autobus został niemal przełamany na pół. TIR przewoził skrzynki z butelkami.
Początkowo nie było jeszcze pewności, który z kierowców miał zielone światło. Świadkowie twierdzili jednak, że ciężarówka wjechała na skrzyżowanie na czerwonym. Późniejsze ustalenia sądu potwierdziły, że kierowca TIR-a wjechał na czerwonym świetle, przekroczył dozwoloną prędkość, a dodatkowo był zmęczony.
Szczególnie przejmujące są relacje innych kierowców autobusów pracowniczych. Jeden z nich, Mirosław Charczuk, zatrzymał się przed skrzyżowaniem. Jego kolega z autobusem nr 593 ruszył, gdy mieli zielone światło.
Charczuk opowiadał później, że usłyszał potężny huk, zobaczył lecącą blachę i rozpryskujące się szyby. Na jezdnię wypadł kierowca oraz co najmniej dwóch pasażerów. Ranni byli zakrwawieni i zdezorientowani. Sam świadek powiedział, że gdyby nie zatrzymał się przed skrzyżowaniem, TIR mógł uderzyć również w jego autobus.
Ratownicy musieli wydobywać ludzi z kompletnie zniszczonego autobusu. Relacje z miejsca mówiły o ogromnej liczbie rannych, zakleszczonych pasażerach, rozbitych szybach i bardzo ciężkich obrażeniach.
Bezpośrednio po katastrofie media informowały o 7 zabitych i 19 rannych. Liczba ofiar wzrosła później, gdy część ciężko rannych zmarła. Stąd w archiwalnych relacjach z 23 sierpnia występują inne liczby niż w późniejszych materiałach rocznicowych.
Stan rannych był bardzo ciężki. W szpitalu w Radomsku operowano osiem osób, a w dwóch przypadkach konieczna była trepanacja czaszki. Kierowca autobusu, 37-letni wówczas Zbigniew O., również doznał bardzo ciężkich obrażeń i przeszedł trepanację.
Kierowcą ciężarówki był Marek D. W toku śledztwa początkowo odmawiał składania wyjaśnień. Jego stan psychiczny był na tyle zły, że był leczony w szpitalu psychiatrycznym, a rozpoczęcie procesu kilkakrotnie przekładano.
Proces rozpoczął się dopiero w styczniu 2003 r., około półtora roku po katastrofie. Ze względu na stan psychiczny oskarżonego część postępowania została utajniona.
W czerwcu 2003 r. Sąd Rejonowy w Radomsku skazał go na:
4,5 roku pozbawienia wolności i 4 lata zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Sąd uznał, że kierowca rażąco naruszył zasady bezpieczeństwa: wjechał na skrzyżowanie na czerwonym, przekroczył dozwoloną prędkość i był zmęczony.
Po apelacji kara została jednak zwiększona do 5,5 roku więzienia. Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim utrzymał również 4-letni zakaz prowadzenia pojazdów. Ten wyrok był prawomocny.
Kilka miesięcy po tragedii w miejscu wypadku ustawiono obelisk z krzyżem i tablicą pamiątkową. Po przebudowie DK1 i budowie A1 pomnik musiał zostać przeniesiony. Obecnie znajduje się przy ul. Głowackiego w Kamieńsku.
Ta tragedia jest szczególnie mocno zapamiętana wśród pracowników Elektrowni Bełchatów, bo ofiary robiły tego ranka coś zupełnie zwyczajnego — jechały do pracy na poranną zmianę.
P.S.
Mam również osobiste wspomnienia związane z tym tragicznym wydarzeniem. Na miejscu pojawiłem się około 30–40 minut po tragedii. Pracowałem wówczas w ówczesnym Radiu Piotrków.
Pamiętam widok autokaru, który w wielu miejscach nie miał już karoserii. Przez powybijane i zniszczone elementy widać było siedzących na fotelach mężczyzn. Z daleka można było odnieść wrażenie, że śpią. Dopiero po chwili docierało do człowieka, że są to ofiary tej niewyobrażalnej tragedii.
Większość rannych została już wtedy przetransportowana do szpitali. W pamięci szczególnie utkwił mi jednak jeszcze jeden obraz. Od strony Kamieńska, w kierunku rozbitego autokaru, biegła zapłakana kobieta. Nie wiem, kim była i kogo szukała, ale jej rozpacz i ten widok pozostały we mnie do dziś.
To jedno z tych wspomnień, których mimo upływu lat nie sposób wymazać z pamięci.
Komentarze 2