"Tak dla atomu, ale przede wszystkim na najbliższe 20-30 lat tak dla węgla brunatnego". Po zakończeniu wtorkowej konferencji poświęconej elektrowni jądrowej w Bełchatowie głos zabrali przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, którzy ostro skrytykowali rządowe zapowiedzi. Posłowie Antonii Macierewicz, Agnieszka Wojciechowska van Heukelom oraz Janusz Kowalski wraz z samorządowcami zarzucali brak konkretów i realnych decyzji. Politycy PiS deklarowali poparcie dla energetyki jądrowej, ale jednocześnie przekonywali, że w obecnej sytuacji kluczowe jest utrzymanie produkcji energii z węgla brunatnego oraz wykorzystanie potencjału złoża "Złoczew".
Posłowie i samorządowcy Prawa i Sprawiedliwości podkreślali, że wiceminister energii nie przedstawił żadnych wiążących informacji dotyczących budowy elektrowni jądrowej w Bełchatowie. Brak harmonogramu, źródeł finansowania, decyzji lokalizacyjnej. Zdaniem posła Janusza Kowalskiego - atom, nawet jeśli powstanie, to najwcześniej za 30-40 lat, co nie rozwiązuje problemów regionu w perspektywie najbliższych lat. W tym czasie, jak wskazywali, grozi wygaszenie kompleksu Bełchatów, utrata tysięcy miejsc pracy i poważne ryzyko dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
Pan minister, który tutaj przyjechał z Ministerstwa Energii, nie przyniósł dokładnie nic. Ani decyzji lokalizacyjnej, ani konkretu, ani informacji o tym, kto miałby rzekomą drugą elektrownię budować, finansować, kiedy miałaby powstać. [...] Prawo i Sprawiedliwość jest partią zdrowego rozsądku. Mamy świadomość tego, że jeżeli miałaby tu powstać elektrownia jądrowa, jeżeli w ogóle powstanie, to powstanie za 25, za 40 lat. Nie wcześniej. [...] Dlatego jesteśmy zwolennikami zdrowego rozsądku. A więc przede wszystkim inwestowania w węgiel brunatny, czyli przede wszystkim w złoże Złoczew, bo z niego można i dzięki niemu wytwarzać najtańszą energię elektryczną - mówił Janusz Kowalski, poseł na sejm RP.
Posłowie PiS zaznaczali, że ze względu na długi czas budowy elektrowni atomowej - oddalone o około 50 kilometrów od elektrowni złoże w Złoczewie to najbliższa przyszłość stabilność energetycznej regionu.
My jesteśmy tutaj oczywiście, żeby też powiedzieć tak dla tomu, ale nie możemy być tacy entuzjastyczni, jak tutaj Państwo przed nami, ponieważ wygaszenie 11 tysięcy miejsc pracy to jest poważny problem dla mieszkańców tego regionu. Bezpieczeństwo energetyczne jest podstawą w dzisiejszych czasach, a my tu rozmawiamy o gruszkach na wierzbie, nie budując nic, co miałoby być pomiędzy. Bardzo ważna kwestia to jest kwestia samych zasobów Bełchatowa. Bełchatów w którymś momencie i tak będzie miał te zasoby wyczerpane. Nie ma żadnego powodu, żeby te kopalnie wygaszać. W tym czasie należałoby przystąpić do kolejnych działań, za którymi się opowiadamy, ale tak jak mówił Janusz Kowalski, rozsądnie się opowiadamy za tą koncepcją. Złoczew jest do wykorzystania - mówiła Agnieszka Wojciechowska van Heukelom, posłanka na sejm RP.
Antoni Macierewicz podkreślał poparcie dla budowy elektrowni atomowej w Bełchatowie, jednak według posła bezpieczeństwo energetyczne Polski leży w złożu węgla brunatnego "Złoczew".
Potencjał Złoczewa jest bardzo podobny do pierwotnego potencjału właśnie tutaj, który już teraz jest likwidowany. Czyli daje gwarancję rzeczywistego działania na rzecz z jednej strony pracowników tutaj w Bełchatowie, ale przecież także, i trzeba mieć świadomość, dla bezpieczeństwa Polski. Dlatego, że jeżeli nie będzie bełchatowskiego działania, to nie będzie bezpieczeństwa energetycznego Polski - mówił Antoni Macierewicz, poseł na sejm RP.
Komentarze 11