Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim odbyła się kolejna rozprawa w procesie Sebastiana M., oskarżonego o spowodowanie tragicznego wypadku na autostradzie A1. Po wcześniejszych terminach, podczas których przesłuchiwani byli świadkowie, tym razem obszerne wyjaśnienia złożył sam oskarżony a na koniec obrona zawnioskowała o uchylenie aresztu.
Sebastian M. przez wiele miesięcy odmawiał składania wyjaśnień, jednak podczas czwartkowej rozprawy zdecydował się zabrać głos po wysłuchaniu wszystkich świadków w sprawie.
Swoje wystąpienie oskarżony rozpoczął od oświadczenia, że nie przyznaje się do winy. Podkreślał, że – jego zdaniem – zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie odzwierciedla rzeczywistego przebiegu wydarzeń z dnia wypadku.
Od 2,5 roku nienawidzi mnie cała Polska. Opinia publiczna już dawno wydała na mnie wyrok – mówił Sebastian M., wskazując także na publiczne wypowiedzi ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, które – według niego – przesądzały o jego winie.
Oskarżony odczytał przygotowane wcześniej wyjaśnienia liczące 20 stron, do których dołączono 42 strony załączników.
W trakcie odczytywania swojego stanowiska Sebastian M. przedstawił własną wersję wydarzeń z dnia wypadku. Twierdził, że jechał skrajnym lewym pasem trzypasmowej autostrady, gdy nagle samochód marki Kia miał zjechać z prawego pasa wprost przed jego pojazd.
Nie mogłem już nic zrobić ani wykonać żadnego manewru. Pamiętam, że krzyknąłem wtedy do pasażerów: „co k....” – mówił przed sądem.
Jak relacjonował, w momencie zderzenia w jego samochodzie natychmiast wystrzeliły kurtyny powietrzne, które całkowicie ograniczyły widoczność.
Jestem absolutnie pewny, że nie straciłem panowania nad pojazdem. Nie zjechałem na środkowy pas i nie uderzyłem w pojazd Kia – przekonywał.
Sebastian M. odpowiadał również na pytania sędzi Renaty Folkman. Jedno z nich dotyczyło wyjazdu z Polski po wypadku.
Oskarżony tłumaczył, że nie czuł się winny i wyjechał realizować wcześniej zaplanowane obowiązki zawodowe.
Miałem czyste sumienie. Zadzwoniłem nawet do prokurator z pytaniem, czy ma coś przeciwko. Byłem przekonany, że w demokratycznym państwie, jeśli pojawią się jakieś pytania, zostanę wezwany do prokuratury – mówił.
Jak dodał, po wystawieniu za nim czerwonej noty Interpolu nie mógł już wrócić do kraju. Przebywał przez dwa miesiące w areszcie.
Podczas czwartkowej rozprawy obrończyni Sebastiana M.- Katarzyna Hebda złożyła również wniosek o uchylenie wobec niego tymczasowego aresztowania, zastosowanie środka wolnościowego w postaci dozoru policyjnego.
Sąd nie przychylił się jednak do tego wniosku i przedłużył oskarżonemu areszt do 1 października podnosząc, ze nie ustały przesłanki o popełnieniu przestępstwa i nadal jest duże prawdopodobieństwo, że oskarżony dopuścił się zarzucanego mu czynu.
Jedynie izolowanie zabezpieczy prawidłowy przebieg postępowania- mówiła sędzia Renata Folkman.
Jednym z najważniejszych wątków jest kwestia prywatnej ekspertyzy zleconej przez obronę oskarżonego. Jej autorem jest biegły Łukasz Gil.
Według tej opinii przyczyną wypadku mogło być zachowanie kierowcy Kii. Obrona wskazuje, że samochód miał poruszać się na kole dojazdowym, które mogło ulec uszkodzeniu lub odpaść. W efekcie pojazd miał nagle zmienić tor jazdy i wjechać przed BMW, co doprowadziło do zderzenia.
Sędzia Renata Folkman na czwartkowym posiedzeniu nie dopuściła ekspertyzy jako dowodu w sprawie, jednakże zleciła opinię uzupełniającą tym samym biegłym sądowym, którzy przygotowali poprzednia ekspertyzę.
W środę 11 marca na stronie kancelarii pełnomocnika rodziny ofiar, mec. Łukasza Kowalskiego, pojawił się materiał przygotowany przez portal BRD24.pl. Publikacja zawiera fragmenty materiału dowodowego z akt sprawy oraz zdjęcia, które – zdaniem autorów – podważają tezę obrony.
Z przedstawionych informacji wynika, że teoria o jeździe Kii na kole zapasowym nie znajduje potwierdzenia w dowodach.
1. Brak śladów montażu koła dojazdowego Na znalezionym kole zapasowym nie stwierdzono śladów tarcia w miejscu mocowania do piasty. Według analizy oznacza to, że koło najprawdopodobniej w ogóle nie było zamontowane w samochodzie.
2. Błędna interpretacja oznaczeń na kole Na kole znajduje się oznaczenie 50 mph, czyli około 80 km/h, a nie 50 km/h. Argument o rzekomym przekroczeniu limitu prędkości dla koła zapasowego miał więc wynikać z błędnej interpretacji jednostek.
3. Miejsce znalezienia koła Koło odnaleziono 155 metrów od miejsca zderzenia, wśród rzeczy z bagażnika pojazdu. To – według autorów analizy – sugeruje, że wypadło z bagażnika podczas zderzenia, a nie było zamontowane w samochodzie.


Materiały z akt sprawy wyjaśniają także los brakujących kół pojazdu:
Prawe tylne koło – fragment felgi pozostał na piaście, a reszta uległa stopieniu w pożarze. Temperatura ognia mogła przekroczyć nawet 1000°C.
Lewe tylne koło – fragment obręczy odnaleziono wewnątrz wraku pojazdu. Najprawdopodobniej znalazł się tam podczas sprzątania miejsca wypadku.


Kluczowe znaczenie mają także dane z rejestratorów zdarzeń (EDR) obu samochodów.
Z zapisów wynika, że:
kierowca Kii nie skręcał kierownicą, więc nie zmieniał pasa ruchu,
pojazd poruszał się stabilnie,
brak jest jakichkolwiek danych wskazujących na jazdę na kole zapasowym.
Dane z rejestratorów wskazują natomiast, że BMW poruszało się z bardzo dużą prędkością, a jego kierowca stracił panowanie nad pojazdem i wjechał na pas, którym poruszała się Kia.
Z akt sprawy wynika także, że kilkanaście minut przed wypadkiem pasażerka Kii rozmawiała telefonicznie ze swoją matką i nie wspominała o żadnych problemach technicznych z samochodem, w tym z kołem.
Jak podkreśla kancelaria reprezentująca rodzinę ofiar, publikacja materiałów z akt miała na celu przecięcie spekulacji i nieprawdziwych informacji, które pojawiały się w przestrzeni publicznej.
Biorąc pod uwagę, że przywołane dane znajdują się w oficjalnych aktach sprawy, niewykluczone, że sąd nie przychyli się do prywatnej ekspertyzy obrony, która próbuje przenieść odpowiedzialność za wypadek na kierowcę Kii.
https://brd24.pl/spoleczenstwo/na-kole-zapasowym-nie-ma-sladow-linia-obrony-sebastiana-m-upadnie/
Proces dotyczy tragedii z 16 września 2023 roku na autostradzie A1 w okolicach Sierosławia pod Piotrkowem Trybunalskim. W samochód marki Kia uderzyło wtedy BMW prowadzone przez Sebastiana M.
W wyniku zderzenia zginęła trzyosobowa rodzina – rodzice oraz ich pięcioletni syn. Ich samochód po uderzeniu stanął w płomieniach.
Według ustaleń śledczych BMW poruszało się z prędkością przekraczającą 300 km/h, a w chwili uderzenia mogło jechać około 250 km/h.
Po wypadku Sebastian M. wyjechał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Do Polski został sprowadzony dopiero w maju 2025 roku w wyniku ekstradycji.
Komentarze 51