Los pomnika w Polichnie znów budzi emocje. Po likwidacji muzeum, które przez lata funkcjonowało przy tym miejscu, pozostały jedynie dwa pomniki, dziś stojące na terenie objętym nową inwestycją. O ich ewentualnej przyszłości mówi Jakub Czerwiński, znany szerzej jako Irytujący Historyk.
W jednym z ostatnich materiałów opublikowanych na swoim kanale Jakub Czerwiński poruszył temat historii małego Franka - Franciszka Zubrzyckiego - oraz losów miejsca pamięci w Polichnie. Jak podkreśla, sytuacja jest skomplikowana, bo choć muzeum zostało zlikwidowane, a teren sprzedany, same pomniki nadal podlegają ochronie konserwatora zabytków.
Sprzedano ziemię, budynki i dwa pomniki, ale to nie znaczy, że można z nimi zrobić wszystko. Są pod nadzorem konserwatora i bez jego zgody nie wolno ich ruszać – podkreśla Jakub Czerwiński.
Tymczasem wokół widać już ciężki sprzęt budowlany. Budynek dawnego muzeum jest stopniowo rozbierany lub przebudowywany, a teren wokół pomników jest przerabiany - zniknęły chodniki i płyty. Same monumenty jednak wciąż stoją.
Jednym z nich jest charakterystyczny, miecz z białego betonu, wzniesiony w 1966 roku ku czci komunistycznego partyzanta Franciszka Zubrzyckiego „Małego Franka”. Jak przypomina Czerwiński, obiekt ten mógłby zostać objęty ustawą dekomunizacyjną, gdyby nie fakt, że już w 1989 roku został symbolicznie „przekształcony”.
Z inicjatywy weteranów Armii Krajowej usunięto oznaczenia AL i GL, a w ich miejsce pojawiły się symbole Krzyża Walecznych i Virtuti Militari. Z przodu zamontowano trzyipółmetrową kotwicę Polski Walczącej. Ten pomnik stał się upamiętnieniem wszystkich partyzantów walczących o wolną Polskę - wyjaśnia historyk.
Obok znajduje się również kamień pamiątkowy postawiony przez środowiska AK, w tym żołnierzy oddziałów „Wicher”, „Grom” i „Burza”, upamiętniający ich walkę.
Problem polega na tym, że teren jest dziś placem budowy, a przyszłość pomników pozostaje niejasna. Zdaniem Jakuba Czerwińskiego, jeśli nawet nie da się zachować całości, warto ratować chociaż fragmenty.
Ten 30-metrowy miecz jest trudny do przeniesienia i ma swoją skomplikowaną genezę. Ale są elementy, które można ocalić - kotwica Polski Walczącej, symbole orderów. One mogłyby znaleźć nowe miejsce pamięci - mówi Irytujący Historyk.
Pojawia się też pytanie, gdzie takie miejsce mogłoby powstać. Jako przykład pada Piotrków Trybunalski, który. mimo bogatej historii - nie ma dziś wyraźnego, ogólnodostępnego pomnika poświęconego Armii Krajowej.
Mamy tablice pamiątkowe, mamy upamiętnienie generała Grota-Roweckiego, ale brakuje miejsca, gdzie można przyjść, złożyć kwiaty, zorganizować małą uroczystość. Takiego miejsca pamięci z prawdziwego zdarzenia - zaznacza historyk.
Zdaniem Jakuba Czerwińskiego problem ma szerszy wymiar. W ostatnich latach pamięć historyczna została w dużej mierze zdominowana przez narrację o żołnierzach wyklętych, co - jego zdaniem - przysłoniło historię Armii Krajowej.
Zabrakło ciągłości. Łatwo powiedzieć „pamiętamy 1944”, ale myślimy głównie o Warszawie. Tymczasem stąd, z tych terenów, ruszał cały pułk, ponad tysiąc ludzi. Synowie i córki tej ziemi - podkreśla.
Jak dodaje, dziś patriotyzm często sprowadza się do haseł i symbolicznych gestów, bez realnego zakorzenienia w lokalnej historii.
Brakuje tego małego, codziennego patriotyzmu. Tego, żeby dziadek mógł przyprowadzić wnuka i powiedzieć: „Zobacz, tu była historia”. Nie chodzi o wielkie pieniądze, tylko o pamięć i ciągłość – podsumowuje.
Los pomników w Polichnie wciąż pozostaje niepewny. Pytanie, czy lokalna społeczność i władze znajdą sposób, by zachować choć część tej historii - zanim zniknie ona bezpowrotnie z krajobrazu regionu.
Komentarze 48