Kilka dni po agresji byłem na przejściach granicznych Polski z Ukrainą. Widziałem tysiące ludzi przekraczających polską granicę i Polaków, którzy natychmiast oferowali swoją pomoc. Busy i samochody osobowe przyjeżdżały z całej Polski, aby zabrać Ukraińców do swoich domów. Dworzec PKP w Przemyślu też pękał w szwach. Na podłodze siedzieli wystraszeni ludzie, którzy liczyli, że ktoś im pomoże.