Dwa schroniska w Sobolewie i Bytomiu zostały zamknięte po ostatnich kontrolach i interwencjach znanej piosenkarki Dody. Odwiedziliśmy z mikrofonem i kamerą Piotrkowskie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt , żeby sprawdzić, jak na co dzień żyją psy i koty, oraz zweryfikować zarzuty pojawiające się w przestrzeni publicznej dotyczące funkcjonowania placówki. Podczas wizyty rozmawialiśmy z Wiolettą Truchanowicz, kierownikiem schroniska, która wprost wyjaśniała zasady finansowania, opieki nad zwierzętami i codziennej pracy opiekunów.
Placówka jest prowadzona przez piotrkowski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Polsce, organizację, która od lat działa na rzecz poprawy losu zwierząt, m.in. poprzez prowadzenie schroniska, akcje adopcyjne i interwencje w przypadkach zaniedbań lub porzucenia.
Jednym z najczęściej powielanych zarzutów jest to, że schroniska zarabiają na odławianiu zwierząt. Jak podkreśla Wioletta Truchanowicz, piotrkowskie schronisko nie otrzymuje pieniędzy za pojedyncze złapanie psa czy kota.
Nie otrzymujemy pieniędzy za odławianie zwierząt. Naszym zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i zwierzętom, a nie zarabianie na złapaniu psa czy kota” – mówi kierownik schroniska, odnosząc się do częstych sugestii w mediach społecznościowych, jakoby schroniska działały jak biznes.
Otrzymujemy dotację z Urzędu Miasta na prowadzenie schroniska, a nie za liczbę odłowionych zwierząt. Nie ma u nas żadnego cennika za złapanie psa. Naszym obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i zwierzętom – tłumaczy kierownik.
Dodatkowym źródłem wsparcia jest 1,5% podatku, który trafia do schroniska dzięki darczyńcom. Środki te przeznaczane są przede wszystkim na leczenie psów, zakup sprzętu czy operacje. Kierownik schroniska podkreśla, że nie będzie wypowiadać się za inne schroniska, przyznaje , że jest w szoku gdy słyszy co działo się w Sobolewie czy Bytomiu, ale stanowczo poinformowała nas, że w piotrkowskim schornisku nie prowadzi się biznesu co jest potwierdzone licznymi kontrolami.
Warunki, jakie panują w schronisku, nie są idealne, bo przecież schronisko nie jest domem z kanapami i miękkimi fotelami, pracownicy robią wszystko, żeby zwierzętom było tam jak najlepiej. W zimie woda bieżąca jest zakręcona z powodu temperatur, więc personel nosi wodę w konewkach i zapewnia jej wymianę, mimo trudnych warunków atmosferycznych. Widać wyraźnie, że wybieg jest sprzątany regularnie, a budy są przygotowane tak, by psy mogły odpoczywać w cieplejszej strefie wewnętrznej. Schronisko posiada również miejsca, w których w ciepłe dni psy mogą spacerować i korzystać z przestrzeni zewnętrznej.
Jednym z działań, które angażuje zarówno mieszkańców, jak i wolontariuszy, jest akcja „Łapa w Łapę z bezdomniakiem”, podczas której osoby zainteresowane mogą przyjść do schroniska i wyprowadzać psy na spacery. Spacery odbywają się siedem dni w tygodniu, głównie w godzinach porannych, i są organizowane tak, żeby każdy, kto chce, mógł się zapisać i wziąć udział. To nie tylko okazja do spędzenia czasu z psem, ale też możliwość poznania realiów życia zwierząt, które szukają nowego domu. Wiele osób uczestniczy w tych spacerach regularnie, a niektóre spacery kończą się adopcją – zdarza się bowiem, że ktoś, kto początkowo przyszedł tylko na spacer, zakochuje się w wyprowadzanym psie i postanawia dać mu dom.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie adopcje kończą się szczęśliwie na zawsze. Kierownik przyznała, że zdarzają się powroty zwierząt do schroniska – czasem po kilku latach od adopcji – co jest trudnym doświadczeniem zarówno dla niego, jak i dla zwierzęcia. Taki pies, który wraca po długim czasie, musi znów się otworzyć i odnaleźć w schroniskowej rzeczywistości, co nie jest łatwe.
W kwestii zarzutów o złe traktowanie zwierząt Truchanowicz stanowczo podkreśliła, że schronisko nie bije zwierząt i że wiele osób, które odwiedzają placówkę, widzi, jak opiekunowie dbają o swoich podopiecznych.
Regularne kontrole powiatowego lekarza weterynarii, Urzędu Miasta i przedstawicieli Urzędu Marszałkowskiego dają podstawy do stwierdzenia, że warunki w schronisku są monitorowane i zgodne z obowiązującymi normami.
Zwierzaki nie boją się nas i reagują radością na widok opiekunów. To najlepszy dowód na to, że są bezpieczne i dobrze traktowane.
Niejednokrotnie osoby, które adoptowały zwierzęta, wracają po latach ze zdjęciami i historiami o tym, jak ich podopieczni radzą sobie w nowych domach i jak bardzo związali się ze swoimi opiekunami - mówiła.
Psy mają dostęp zarówno do zewnętrznych wybiegów, jak i do ciepłych, wewnętrznych pomieszczeń. Budy ustawione są w taki sposób, aby zapewnić poczucie bezpieczeństwa i ochronę przed wiatrem, a część psów, które tego potrzebują, jest ubierana w sweterki lub kurtki, przekazywane przez darczyńców lub wykonywane ręcznie.
Część psów potrzebuje dodatkowej ochrony, więc korzystają ze sweterków i kurtek. Nie wszystkie zwierzęta je tolerują, dlatego dobieramy je indywidualnie – dodaje Truchanowicz.
Koty zimą przebywają w ogrzewanej kociarni, a wraz z poprawą pogody korzystają z woliery na świeżym powietrzu. Woda bieżąca w mroźne dni jest noszona w konewkach, a wszystkie wybiegi sprzątane są regularnie.
Schronisko dysponuje także wannami do kąpieli zwierząt, w tym jedną z hydromasażem, stołem groomerskim oraz kurtyną wodną, która w upalne dni obniża temperaturę w boksach nawet o kilka stopni. Kierownik podkreśla, że wszystkie działania mają jeden cel – zapewnienie zwierzętom komfortu i bezpieczeństwa.
Placówka prowadzi działania zapobiegające bezdomności, m.in. poprzez kastrację zwierząt. Organizowane są także akcje wsparcia mieszkańców w trudnej sytuacji, m.in. rozdawanie karmy, aby zmniejszyć liczbę zwierząt trafiających do schroniska z powodów finansowych.
Dzięki współpracy z darczyńcami i wolontariuszami możemy poprawiać warunki bytowe i organizować akcje, które angażują mieszkańców – mówi kierownik.
Podczas naszej wizyty kierownik schroniska jasno zaznaczyła, że choć placówka stara się zapewnić zwierzętom komfort, schronisko nie jest domem. Jak mówi Wioletta Truchanowicz:
Schronisko nie jest domem z kanapami i miękkimi fotelami, ale robimy wszystko, by zwierzętom było tu bezpiecznie, ciepło i godnie. Każdy z naszych podopiecznych ma zapewnioną opiekę, przestrzeń do odpoczynku i możliwość spacerów, a naszym celem jest przygotowanie ich do nowego, odpowiedzialnego domu. Czytaliśmy takie opinie, że jesteśmy gorsi niż schronisko w Sobolewie, to jest bardzo krzywdzące.
Schronisko funkcjonuje od 1993 roku i przez ten czas przeszło wiele zmian – od warunków nieodpowiadających standardom prawa, po nowoczesną placówkę z wybiegiem, ogrzewanymi pomieszczeniami oraz zapleczem weterynaryjnym i opiekuńczym.
A wy odwiedziliście już piotrkowskie schronisko?
Komentarze 5