Życie codzienne piotrkowian w okupowanym mieście cz. 3

Muzeum Piotrków Poniedziałek, 27 września 202124565
Bieda i głód - to największe problemy, z którymi musieli mierzyć się piotrkowianie w czasie niemieckiej okupacji. Wynikały one m.in. z niedostatecznego zaopatrzenia miasta w liczne towary, a także reglamentacji artykułów spożywczych wprowadzonej już 1939 roku. O tym, jak mieszkańcy miasta radzili sobie z codziennymi trudnościami dowiecie się z trzeciej, ostatniej części opowieści o życiu w okupowanym Piotrkowie.

Ładuję galerię...

 

W tych warunkach stosunkowo szybko narodził się czarny rynek. Pokątna sprzedaż srebrnej zastawy, zabytkowego mebla lub obrazu pozwalała na niereglamentowany zakup żywności i tym samym zapewniała przeżycie kolejnych kilku tygodni lub miesięcy. Okolice hali targowej w Piotrkowie były miejscem, gdzie za odpowiednią cenę można było kupić mięso, ziemniaki, kaszę, mąkę czy inne produkty niezbędne do codziennego funkcjonowania. Ważnym artykułem był również bimber, który w czasach okupacyjnych stawał się produktem ułatwiającym wymianę lub nabycie różnych niezbędnych towarów.

 

Osobną kwestię stanowił przemyt. Wyprawa koleją do mieszkających na wsi krewnych i zdobycie worka ziemniaków, kilku kilogramów mąki, czy jajek pozwalały na przetrwanie następnych tygodni. Trzeba było jednak wykazać się pomysłowością i sprytem, aby kontrabanda nie dostała się w ręce Niemców. I tak w pociągu można było niejednokrotnie spotkać elegancko ubrane kobiety lub panów, których ciężkie walizki bądź futerały na instrumenty skrywały rzeczy zupełnie inne, niż to z czego korzysta podróżny lub muzyk. Pewność siebie i elegancja miały odsuwać skojarzenia z przemytem. Odmienną „strategią” przemytniczą było ubieranie się w łachmany i szerokie zniszczone płaszcze, pod połami których mogły kryć się na przykład wędliny. Taki wygląd w połączeniu z symulowaniem choroby, najlepiej tyfusu, którego obawiali się Niemcy, mógł skutecznie zniechęcić żandarmerię do rewizji. Dodatkowym „atutem” przemytu kolejowego był tłok, dzięki któremu pasażerowie mogli być bardziej anonimowi. Nieco bardziej ryzykowna była piesza lub rowerowa wyprawa za miasto, ponieważ w chwili natknięcia się na niemiecki patrol, osoba samotnie wędrująca wiejską lub leśną drogą, od razu skupiała na sobie jego uwagę. Duże znaczenie miała również pora roku, przemyt mięsa i wędlin latem był ogromnie ryzykowny, gdyż unoszące się nad danym bagażem muchy łatwo zdradzały jego zawartość. Co oczywiste, nie mogło być wtedy także mowy o założeniu płaszcza. Stawiano zatem na warzywa, owoce, produkty sypkie i niepsujące się.

 

Osobną odmianę handlu stanowiły transakcje wymienne - na wsi popularnością cieszyły się np. młynki do kawy. Z jednej strony umożliwiały one gospodarzom mielenie zboża na własny użytek bez nadzoru i rekwizycji ze strony okupanta, z drugiej, osoba nie posiadająca krewnych na wsi mogła w ten sposób zdobyć niezbędną żywność.

 

W okresie okupacji przemyt i czarnorynkowy handel były formami działalności, które co prawda okupione dużym ryzykiem – grzywna, więzienie, groźba wywózki do obozu koncentracyjnego, dawały jednak szansę na przetrwanie. Działalnością tą często trudniły się kobiety, gdyż przeważnie na ich barkach spoczywał obowiązek zapewnienia bytu rodzinie w przypadku śmierci lub kalectwa męża.

 

Kobiety również dokonywały „cudów” w okupacyjnych kuchniach, tort z chleba czy fasoli, marmolada z brukwi, kawa zbożowa lub z żołędzi, napój z obierek marchwi, wszelkie ziołowe zamienniki herbat, czy wreszcie pokrzywy jako „wypełniacz” jajecznicy, która dzięki użyciu zaledwie dwóch jajek mogła wykarmić całą rodzinę. Duże znaczenie miały również ziemniaki, które szybko stały się podstawą okupacyjnej kuchni. Oprócz tego margaryna – skuteczny, choć mniej smaczny zamiennik masła. Cukier był prawdziwą rzadkością i tu zatem stosowano jego zamienniki. Wszystko to, ale i wiele innych przepisów i patentów na okupacyjną kuchnię i jej dania, stało się normą piotrkowian.

 

Przeobrażeniom uległa także moda – w wyniku braku zaopatrzenia w materiały włókiennicze, odzież i buty, na ulicach Piotrkowa zaczęły pojawiać się przeszywane marynarki i palta, wykonywane własnym nakładem obuwie, przerabiane spódnice i spodnie. Spryt oraz inwencja w przetwarzaniu i samodzielnym wykonywaniu odzieży były nie tylko metodami decydującymi o codziennym funkcjonowaniu, ale pozwalały oddalić realizację zamierzeń okupanta, wedle których ludność polska miała mieć wygląd, status i mentalność niewolniczej siły roboczej.

 

autor: dr Małgorzata Piotrowska 

 

Czytaj także:

 

Życie codzienne piotrkowian w okupowanym mieście cz. 1

 

Życie codzienne piotrkowian w okupowanym mieście cz. 2

 


Zainteresował temat?

5

0


Komentarze (5)

Zaloguj się: FacebookGoogleKonto ePiotrkow.pl
loading
Portal epiotrkow.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby komentujące czynią to na swoją odpowiedzialność karną lub cywilną.

goœć_gosc ~goœć_gosc (Gość)27.09.2021 23:54

Gdyby nie " wyzwoliciele" z 17 września to niemiaszki stanęły by dęba w pół roku, ale los chciał inaczej ...

22


ex piotrkowiak ~ex piotrkowiak (Gość)28.09.2021 08:27

Materiał właściwie tylko prześlizguje się po tym temacie i powtarza stereotypowe informacje.
Kiedyś by powiedziano ,,szkoda czasu i atłasu'. Temat wart jest lepszego opracowania, nie wiem czy zabrakło chęci, czy miejsca, bo wiedza jest.

24


reklama

Społeczność

Doceniamy za wyłączenie AdBlocka na naszym portalu. Postaramy się, aby reklamy nie zakłócały przeglądania strony. Jeśli jakaś reklama lub umiejscowienie jej spowoduje dyskomfort prosimy, poinformuj nas o tym!

Życzymy miłego przeglądania naszej strony!

zamknij komunikat