Rada Miasta Piotrkowa Trybunalskiego nie wyraziła w środę zgody na rozwiązanie stosunku pracy z radnym Piotrem Gajdą. Tylko 5 radnych było za, aż 12 przeciw. Wniosek w tej sprawie przedstawił dyrektor muzeum Dariusz Turek. Uzasadniał to znalezieniem na terenie placówki ponad 300 nabojów z I i II wojny światowej, które były w posiadaniu radnego. Piotr Gajda, który jest kustoszem w muzeum odpierał zarzuty tłumacząc, że amunicja była tam od lat.
Ta decyzja rodzi jednak poważne pytania o standardy, jakie obowiązują w samorządzie i o to, czy w tej sprawie rzeczywiście kierowano się przesłankami merytorycznymi, czy raczej solidarnością środowiskową i polityczną.
W polskim prawie samorządowym procedura związana z rozwiązaniem stosunku pracy z radnym ma charakter szczególny – ma chronić go przed potencjalną presją polityczną. Nie oznacza to jednak, że rada staje się instancją oceniającą decyzje kadrowe pracodawcy. Jej rola powinna ograniczać się do analizy, czy nie dochodzi do działań o charakterze dyskryminacyjnym lub represyjnym wobec pełnienia mandatu. Tymczasem w tego typu głosowaniach coraz częściej można odnieść wrażenie, że logika polityczna przeważa nad analizą faktów.
W Piotrkowie Trybunalskim trudno oprzeć się wrażeniu, że część radnych potraktowała tę sprawę nie jako indywidualny przypadek pracowniczy, lecz jako element szerszej gry politycznej. Głosowanie „przeciw” mogło być odczytane jako gest lojalności wobec kolegi z rady, a nie jako rzeczowa ocena sytuacji przedstawionej przez dyrektora instytucji.
Taki sposób podejmowania decyzji budzi niepokój, ponieważ podważa zaufanie do bezstronności organu, który z definicji powinien stać na straży interesu publicznego, a nie relacji personalnych. Jeśli Rada Miasta zaczyna działać według zasady „swoi chronią swoich”, to trudno mówić o pełnej przejrzystości i odpowiedzialności instytucjonalnej.
Niepokojące jest również to, że w tego typu sprawach rzadko pojawia się szeroka debata publiczna dotycząca kryteriów podejmowania decyzji. Brakuje jasnego uzasadnienia, dlaczego większość radnych uznała, że nie ma podstaw do wyrażenia zgody. Samo głosowanie, bez transparentnego wyjaśnienia motywów, pozostawia przestrzeń dla domysłów i osłabia wiarygodność całej instytucji.
Samorząd lokalny powinien być miejscem, w którym standardy etyczne i przejrzystość decyzji są szczególnie wysokie. W sytuacji, gdy decyzje dotyczą osób pełniących funkcje publiczne, oczekiwanie społeczne jest jeszcze większe – chodzi nie tylko o zgodność z prawem, ale również o poczucie sprawiedliwości i równego traktowania.
Dlatego ta sprawa – niezależnie od jej szczegółów kadrowych – pozostawia wrażenie, że w piotrkowskiej Radzie Miasta wciąż zbyt często górę biorą układy, emocje i polityczna kalkulacja, a nie chłodna analiza i troska o wiarygodność instytucji samorządowych. Wyborcy zapewne za 3 lata wezmą pod uwagę to głosowanie. Jeśli zapomną, to my im przypomnimy…
P.S.
Przy okazji wyszło na jaw, że nowy sprzęt zainstalowany w sali obrad jest gorszej jakości niż poprzednio. Transmisja była bardzo słabej jakości – momentami trudno było zrozumieć, co mówił dyrektor muzeum, a przekaz był nieczytelny dla osób śledzących sesję online.
Komentarze 10