Czternaście sezonów w Piotrkowianinie, mecze z najlepszymi szczypiornistami świata, reprezentacyjny epizod i setki spotkań rozegranych mimo bólu. Roman Pożarek zakończył karierę piłkarza ręcznego. W audycji „O tym się mówi”, w rozmowie z redaktorem Marcinem Cecotką, opowiedział o pożegnaniu z parkietem, latach spędzonych w Piotrkowie i planach na przyszłość.
Decyzja dojrzewała długo. Roman Pożarek przyznał, że zakończenie kariery zapowiadał już wcześniej, ale ostatecznie postanowił odejść na własnych zasadach. Ostatnim akcentem był zakończony sukcesem bój Piotrkowianina o pozostanie w Superlidze.
Nigdy nie byłem talentem, nigdy nie byłem najlepszym, ale pożegnano mnie jak mistrza świata – mówił, dziękując kibicom i władzom klubu za wyjątkowe pożegnanie.
Do Piotrkowa trafił z Czech z planem, by zostać zaledwie dwa lata. Został... czternaście. Wcześniej odnosił duże sukcesy w ojczyźnie – wielokrotnie zdobywał mistrzostwo Czech i występował w Lidze Mistrzów. Dzięki sportowej karierze miał też okazję mierzyć się z legendami światowej piłki ręcznej, takimi jak Nikola Karabatić, Mikkel Hansen czy Thierry Omeyer.
Kolana, barki, łokcie, plecy. (...) Ciało prosiło o to, żebym skończył – przyznał były zawodnik Piotrkowianina, który przez ostatnie lata łączył profesjonalny sport z pracą trenera personalnego.
Roman Pożarek z optymizmem patrzy na przyszłość piotrkowskiej drużyny. Jego zdaniem skład został solidnie wzmocniony, a ogromną wartością klubu jest szkolenie młodzieży.
Ta praca z młodzieżą tutaj owocuje – podkreślił. – Życzę Piotrkowianinowi, żeby się utrzymał w Superlidze, żeby ci chłopcy mieli cały czas motywację i chęć tutaj wrócić i żeby można było jeszcze więcej stawiać na wychowanków.
Piotrków stał się dla Czecha czymś znacznie więcej niż miejscem pracy. Tutaj spędził dużą część sportowego życia i tutaj poznał swoją przyszłą żonę – również Czeszkę i piłkarkę ręczną. Para rozważa jednak przeprowadzkę do Czech.
Sam Roman Pożarek ma już pomysł na kolejny rozdział.
Jest takim moim marzeniem, żeby zostać strażakiem, więc będę działał w tym kierunku – zdradził.
Na razie pozostaje w Piotrkowie i pracuje jako trener personalny. A miasto, którego przed podpisaniem kontraktu musiał szukać na mapie, po czternastu latach opuszcza już jako człowiek doskonale znany miejscowym kibicom.
I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje jego piotrkowską historię: miał przyjechać na dwa lata. Został na czternaście.
Komentarze 2