Ten proces zmieniania się w wiedźmę trwał od dawna, od najmłodszych lat? Czy dziecko to już jakaś nisza dla demona?
Dla demona nie ma żadnej niszy, on atakuje absolutnie wszystkich, tam, gdzie ma choćby najmniejszy dostęp. Wielokrotnie rodzice nie wiedzą o tym, że przychodzą ochrzcić dziecko i przysięgają wychowywać dziecko w wierze, a z założenia ignorują to przyrzeczenie. Mówią sobie: przyjdziemy, bo tak tradycja nakazuje, a potem i tak będziemy żyć jak chcemy. Robią krzywdę temu dziecku - takie jest moje prywatne zdanie. Oni przyrzekają, że wychowają je w odpowiedni sposób, a potem nie dają mu katolickiego wychowania. Demon od razu się taką osobą "zaopiekuje" i będzie ją okłamywał. Tak jak świat, który w tej chwili okłamuje nas różnymi zabawkami - horoskopami, talizmanami, amuletami. Coś na szczęście, coś na miłość. To wszystko powoduje brak szczęścia, brak miłości i są to grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu.
Ale wiele osób podchodzi przecież do horoskopów na luzie, w ramach żartu. Nie traktują tego poważnie.
Tak, ale diabeł traktuje to poważnie. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi w określonych punktach o tym, że czytanie horoskopów jest grzechem przeciw pierwszemu przykazaniu, więc to raczej nie jest małą sprawą. Przychodzą do mnie czasem osoby i mówią: pani Patrycjo, przecież ja te horoskopy czytam dla zabawy. Odpowiadam im: proszę iść do restauracji i zamówić kawę. Jak ją pani przyniosą, to proszę powiedzieć, że nie wierzyła pani, że ją pani przyniosą, że zamówiła ją pani dla zabawy. Jedno drobne pytanie: nie każą pani za tę kawę zapłacić? To nie jest żadna zabawa - diabeł nie ma poczucia humoru.
Są jeszcze talizmany i amulety... To też "siedlisko zła"?
Można wierzyć albo w pierścień Atlantów, albo w Jezusa. Albo w jemiołę powieszoną na suficie na święta.
Albo w czarnego kota, przechodzącego przez drogę i przynoszącego nam pecha.
Przesąd jest grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu. Wchodzi się w zniewolenie. Niech każdy, kto ogląda się na czarne koty i czerwone kokardki od uroków wie, że zabobony są bardzo niebezpieczne. Albo wierzysz w Pana Boga, albo w zabobony.
Swego czasu było głośno o księdzu Piotrze Natanku. W płomiennym kazaniu wymienił całą listę niebezpiecznych dla dziecka zjawisk czy "siedlisk zła". Jest tego sporo.
Nie interesują mnie listy księdza Natanka. Mnie interesuje to, co mówi Katechizm Kościoła Katolickiego. Jeżeli mówi, że talizmany czy horoskopy są grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu, to jest to dla mnie wykładnia. Święty Paweł mówił, żeby unikać wszystkiego, co ma choćby pozór zła. Zauważyłam pewną prawidłowość: jeśli rodzice są w stanie łaski uświęcającej i czytają Pismo Święte z dziećmi, wszystkie niebezpieczne rzeczy ich pociechy same odrzucają. Mają ochronę i widzą i wiedzą, że coś jest niedobre i nie podoba się Bogu. Jeśli rodzice chcą za wszelką cenę zabezpieczyć dziecko, a zaniedbują własną relację z Chrystusem, to niech wiedzą, że nie zaprowadzą nikogo tam, gdzie sami nie są. To jest tak jak w samolocie. Podczas instruowania, jak zakładać maski tlenowe, jest powiedziane bardzo wyraźnie: jeżeli lecisz z dzieckiem, sprawdź czy masz dobrze założoną maskę tlenową i dopiero potem zakładaj ją dziecku. Drogi rodzicu! Sprawdź najpierw, czy jesteś w porządku wobec Boga, czy masz założoną "maskę tlenową".
Z jakim podejściem spotyka się Pani, kiedy odwiedza Pani kolejne parafie? Są skrajne reakcje?
Są bardzo różne, zależy co u kogo siedzi w sercu. Jeśli ktoś od 50 lat czyta horoskopy i nagle słyszy, że grzeszy, a codziennie przystępuje do Komunii Świętej, ma w zasadzie trzy wyjścia. Pierwsze - przyjść po mszy świętej i zrobić mi awanturę, drugie - zrobić awanturę księdzu proboszczowi, że mnie zaprosił, trzecie - najlepsze i najtrudniejsze: pójść do spowiedzi i więcej tego nie robić.
Świat idzie do przodu, wszystko zmierza ku laicyzacji i ateizacji. Jest Pani związana z przemysłem rozrywkowym. To chyba nie jest coś popularnego wśród aktorów czy celebrytów.
Nie jestem wyjątkowa. Znam wiele osób z show biznesu. Ostatnimi czasy nawraca się coraz więcej z nich. Pewnie Jezus ma na to jakiś plan.
A jakie są Pani dalsze plany?
Cały czas dzieje się coś nowego. Ukazała się książka "Zakochani są wśród nas". To pierwsza z trzech części rozmów o spełnionej miłości i zakochaniu, które się nie kończy. Zakochaniu ze specyficznego punktu widzenia. Tyle, jeśli chodzi o plany. A cała reszta? Niech On pokaże, co chce.
Czyli nie wszystko zależy od Pani.
Jedyne, co zależy ode mnie, to czy będę chciała trzymać się Jezusa, czy kiedyś powiem: dość. Aczkolwiek to już też nie zależy wyłącznie ode mnie. Mając świadomość, że mogę "wyciąć numer" i chcieć uciec, poprosiłam Jezusa, żeby przywiązał mnie do siebie łańcuchem, zamknął na kłódkę i zniszczył klucz, żebym nigdy nie mogła się od niego oderwać. Polecam taką modlitwę, szczególnie w dzisiejszych czasach.
W jednym z wywiadów użyła Pani dosadnego określenia, że „Jezus palnął" Panią w łeb".
Zrobił mi dokładnie to samo, co św. Pawłowi. Albo prawie to samo. Świętego Pawła zrzucił z konia. U mnie też był jeden taki "strzał". Spotkałam Pana Jezusa i powiedziałam, że niczego innego nie chcę. Później była jeszcze ta moja droga do Damaszku. Po omacku i po ciemku, trwała parę miesięcy, do mojego pierwszego egzorcyzmu. Tą Osobą, która prowadziła mnie za rękę, nie był kolega, tylko Pan Jezus. Nawet gdybym miała się potknąć, byłoby to potknięcie kontrolowane, które mogło mnie jedynie do Niego przybliżyć.
Jak zmieniło się Pani życie religijne po nawróceniu?
Ono się nie zmieniło. Ono powstało! Jego wcześniej nie było. Człowiek po nawróceniu jest nowym człowiekiem. Stara Patrycja utonęła w Morzu Czerwonym razem z faraonem. Bóg przeprowadził mnie przez pustynię, pokazał Ziemię Obiecaną i do Egiptu wracać nie chcę. Jezus daje człowiekowi nowe życie, nowe serce, nowy świat i nową jakość życia. Zmieniło się absolutnie wszystko. Wraz z nawróceniem nie ma rutyny. Każdy dzień jest przygodą. Wszystko, co robiłam do tej pory: grałam, reżyserowałam, produkowałam, to nic w porównaniu z ilością adrenaliny, jaką dostarcza mi Jezus w tym, co dzieje się w tej chwili. To największa przygoda mojego życia, na którą absolutnie nie zasłużyłam. Jedyne, co mogę powiedzieć każdemu z Was, kto przeczyta ten wywiad i powie: "Zazdroszczę, że ona tak ma!", to tylko tyle, że sam możesz tak mieć! Idź i pomódl się o dobrego spowiednika, wyspowiadaj. I wejdź na drogę z Jezusem.
Zrezygnowała Pani z kariery zawodowej na dobre?
Nie zrezygnowałam. Chwilowo nie mam czasu. Jakieś półtora roku temu oddałam Jezusowi kalendarz i zaczął mi "wykopywać" wszystkie rzeczy zawodowe. To jest w Jego mocy. Jeśli mam grać czy mieć program w telewizji, to będę! Jeśli nie - nic się nie stanie. Jest mi absolutnie wszystko jedno.
Rozmawiał MJ