moje dziecko będzie chodziło do szkoły od 2016r, dostanie sniadanie w domu a na drugie sniadanie kanapke do plecaka i mineralna w butelce, Nie dostanie kasy na zakupy w sklepikach szkolnych i moim zdaniem to jest własciwe rozwiązanie. Kazdy rodzic zapewnia dziecku to, czego nauczy go jeść i pić, a to ze inne dzieci będą oblegac sklepiki szkolne........to juz nie moja bajka
Podejdźmy do sprawy bez nerwów i gniewu.
Niech dzieci jedzą, co chcą, ale nie kupują tego w szkole. I koniec.
Niech telefon komórkowy dzwoni, ale nie w kościele ani w teatrze.
Wygląda na to, że jeżeli dzieciak nie kupi sobie czipsów w szkole, to:
1. Umrze z głodu.
2. Umrze pod kołami samochodu.
Niech się lepiej zajmą masowymi zwolnieniami z lekcji w-f, a nie zamykaniem szkolnych sklepików. To spowoduje jedynie zmianę miejsca zaopatrywania się dzieciaków w słodycze.
Tak właśnie jest wtedy, kiedy państwo wchrzania się w sprawy obywateli.
Odchudzać? Kogo?
Znam maluchy, które nie wiedzą jak się je zupę, ziemniaki jak wygląda mięso etc bo nigdy w życiu nie dostały takiego posiłku. Jedzą to co znajdą w śmietniku.
W wielu rodzinach dzieci żyją o jednej bułce przez cały dzień. Wychodzą z domu bez śniadania i potem jedzą tylko tyle, ile dostaną w szkole, o ile coś w ogóle dostaną.
Gdy ja chodziłem do szkoły to żelazną regułą było przynoszenie kanapki z serem albo wędliną.
Sklepiki też w szkołach były i jakoś nikomu słodycze w nich nie przeszkadzały? Jem to na co mam ochotę na tym między innymi polega wolność. Bo wolność to możliwość wyboru. Zastanawiam się kiedy zaczną szarych obywateli chipować?
Foto na http://sklave.manifo.com/smieszne-zdjecia .
Totalne bzdury zaproponował nam rząd. Tak restrykcyjne zmiany nikomu nie wychodzą na dobre .Najpierw trzeba edukować a potem zakazywać. Biorąc pod uwagę prace mózgu szczególnie u dzieci cukier jest potrzebny do spalania energii. Dzieci które są w ruchu muszą odżywiać się racjonalnie także i batonik nie zaszkodzi .Po lekcji wf baton jest wskazany bo...cukier odżywia mózg. Co innego chipsy - to puste kalorie i zapychacze. Zamiast hot dogów zobligować sklepikarzy do sprzedaży pożywnych kanapek ale smacznych zaznaczam. Takie właśnie kanapki moja córka zawsze kupowała w II LO i to po dwie bo miały takie wzięcie że po dwóch godzinach znikały ze sklepików. Jest to tylko kwestia jak bardzo lenią się właściciele sklepików szkolnych. Zakazami jeszcze nikt nie wygrał a dzieci trzeba uczyć a nie ciągle zakazywać .
Boże jestem za. Jest tylko jedyny warunek. Jeżeli ministerstwo zdrowia tak dba o zdrowie, żądam aby TAKIE SAMO PRAWO WPROWADZIĆ W SKLEPACH SPOŻYWCZYCH I MIĘSNYCH. Dlaczego tylko dzieci mają być zdrowe - ja także chcę być zdrowy. Dlatego źądam ogólnokrajowch zdrowych przepisów nie tylko w szkolnych sklepikach. ZDROWA ŻYWNOŚĆ DLA WSZYSTKICH OBYWATELI.
Myślę, że pani premier Ewa Kopacz, jak i ministrowie jej rządu powinni przebadać się pod kątem obecności nowotworu mózgu. To dziwne, że pani premier zezwala 13-latkom na zakup tzw. "tabletki po", a zabrania zjedzenia pączka. Dziwna decyzja jak na osobę, która rzekomo troszczy się o zdrowie polskich nastolatków. Może przed końcem kadencji pani premier zamiast pączków ustawowo wprowadzi tabletkę po do szkolnych sklepików, by była naprawdę łatwo dostępna? Państwo, które tak mocno ingeruje w życie prywatne obywateli, że nakazuje im co mają jeść, a czego nie, nie jest państwem demokratycznym i dziwię się, że obywatele takie objawy naruszania własnej wolności bagatelizują.
Kto zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za śmierć - pod kołami samochodów - dzieci biegających na przerwach do okolicznych sklepików?
Zdrowie dzieci my ass
Doceniamy za wyłączenie AdBlocka na naszym portalu. Postaramy się, aby reklamy nie zakłócały przeglądania strony. Jeśli jakaś reklama lub umiejscowienie jej spowoduje dyskomfort prosimy, poinformuj nas o tym!
Życzymy miłego przeglądania naszej strony!