Minął tydzień od ostatniej rozprawy w sprawie Sebastiana M., ale jeden z wątków, który od miesięcy przewijał się w argumentacji obrony, nabrał nowego znaczenia. Chodzi o oponę. Obrona przekonywała, że ślady na jezdni mogły mieć związek z rozerwaniem opony koła dojazdowego Kii. Tymczasem podczas ostatniej rozprawy biegli przedstawili inną hipotezę: przy prędkości BMW sięgającej nawet 329 km/h jego opony mogły się przegrzać, co mogło doprowadzić do utraty stabilności samochodu.
Czy więc opona rzeczywiście była jednym z kluczowych elementów tego wypadku, tyle że niekoniecznie w sposób, w jaki przedstawiała to obrona? Z najnowszych zeznań biegłych wyłania się właśnie taki obraz. Nie chodzi jednak o prosty „wystrzał opony”, lecz o możliwy wpływ ekstremalnej prędkości na ogumienie BMW, a następnie na zachowanie całego samochodu.
W sprawie tragicznego wypadku na A1 padała już wielokrotnie liczba 300 km/h. Podczas ostatniej rozprawy pojawiła się jednak kwestia, która pozwala spojrzeć na tę prędkość nie tylko jak na wynik zapisany w ekspertyzie.
To jeden z najważniejszych fragmentów przedstawionej przed sądem rekonstrukcji.
Według uzupełniającej opinii zespołu biegłych BMW Sebastiana M. przed wypadkiem poruszało się z prędkością od 315 do 329 km/h. W chwili zderzenia prędkość samochodu miała wynosić około 253–268 km/h.
Ale dla biegłych sama liczba nie była jedynym elementem układanki.
Z relacji z rozprawy wynika, że jednym z możliwych wyjaśnień utraty stabilności BMW było przegrzanie opon wynikające z prędkości, z jaką poruszał się samochód. Biegli wiązali ten mechanizm ze śladami na jezdni, które wskazywały na utratę panowania nad pojazdem.
I właśnie ten fragment opinii jest szczególnie istotny.

Nie chodzi bowiem o prostą tezę, że kierowca jechał szybko, a następnie doszło do wypadku. Według przedstawionej przez ekspertów rekonstrukcji ekstremalna prędkość mogła wpływać również na fizyczne zachowanie samochodu.
Przy prędkości przekraczającej 300 km/h opony pracowały w warunkach ogromnego obciążenia. Jeżeli temperatura ogumienia wzrosła do poziomu wpływającego na jego właściwości, samochód mógł zacząć tracić stabilność.
A przy takiej prędkości margines na reakcję kierowcy był minimalny.
W tym miejscu łatwo o zbyt duże uproszczenie.
Po rozprawie można byłoby napisać: „opona pękła od prędkości”. Tego jednak biegli nie przedstawili jako ustalonego faktu.
Mowa była o możliwym przegrzaniu opon i jego wpływie na stabilność samochodu. To istotna różnica. Nie trzeba bowiem zakładać nagłego rozerwania ogumienia, aby przegrzanie mogło wpłynąć na zachowanie auta.
Dlatego mechanizm opisany przez biegłych można sprowadzić do kilku następujących po sobie elementów:
Bardzo wysoka prędkość to duże obciążenie ogumienia i możliwość przegrzania opon a co za tym idzie utrata stabilności BMW → utrata kontroli nad torem jazdy → zderzenie.
Według ekspertów BMW regularnie przekraczało podczas jazdy autostradą 300 km/h. W najnowszej opinii przedział prędkości tuż przed wypadkiem określono na 315–329 km/h. Jeden z biegłych, Marek Długosz, mówił przed sądem, że w swojej 25-letniej praktyce nie spotkał się z podobnymi prędkościami na drodze.
Prędkość nie była dla biegłych wyłącznie okolicznością opisującą sposób jazdy. Mogła być również czynnikiem, który wpłynął na zachowanie samego samochodu.
Jeżeli przy takiej prędkości doszło do przegrzewania ogumienia, mogło to mieć znaczenie dla stabilności BMW. A utrata stabilności przy prędkości liczonej w setkach kilometrów na godzinę oznacza sytuację, w której na reakcję pozostają ułamki sekund.

Biegli wskazali na ślady na jezdni, które ich zdaniem świadczą o utracie panowania nad samochodem. Jednocześnie ich rekonstrukcja nie potwierdziła wersji, według której Kia nagle zajechała drogę BMW. Według ekspertów Kia poruszała się swoim torem, a BMW uderzyło w jej tylną część.
W tej rekonstrukcji opona jest więc ważnym elementem, ale nie jako samodzielna „awaria”, która nagle spowodowała tragedię. Chodzi o łańcuch przyczynowo-skutkowy, którego początkiem była ekstremalna prędkość. Dopiero na końcu tego łańcucha znalazło się zderzenie z Kią.

Podczas ostatniej, trwającej około dziewięciu godzin rozprawy zakończył się etap postępowania dowodowego. Za kilka dni ten wątek będzie można już spojrzeć z perspektywy całego procesu. 7 października strony wygłoszą mowy końcowe.
Sprawa dotyczy tragicznego wypadku na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina. Sebastian M. jest oskarżony o spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. Grozi mu 8 lat więzienia.
O sprawie pisaliśmy wielokrotnie.
Komentarze 43