Jedna szkolna przerwa i wystarczy. Uczniowie ZSP nr 1 ruszają do parku, samochody zatrzymują się przed przejściem, a po chwili korek sięga ulic prowadzących do ronda. Kierowcy mogą stać w nim nawet 20 minut. O problemie rozmawialiśmy z przedstawicielami władz miasta. Czy można temu zaradzić? Mamy na to pewien pomysł.
Przejście dla pieszych przy ZSP nr 1, w pobliżu ronda „Żołnierzy Wyklętych”, ma swoją specyfikę. Po drugiej stronie ulicy znajduje się park miejski, który dla uczniów jest właściwie naturalnym przedłużeniem szkolnego korytarza. Szczególnie podczas przerw przez przejście niemal nieustannie przechodzą kolejne osoby.
I właśnie wtedy zaczyna się komunikacyjny problem.
Kolejne osoby wchodzą na przejście, samochody muszą się zatrzymywać, a ponieważ znajduje się ono stosunkowo blisko ronda, kolejka szybko dociera do skrzyżowania i zaczyna blokować ruch. W efekcie korek potrafi powstać nie tylko bezpośrednio przy szkole. Sięga ulic dochodzących do ronda, a w trudniejszych momentach ma nawet ponad kilometr.
Uczniowie nie przechodzą przez ulicę w pośpiechu. Ktoś zerknie w telefon, ktoś porozmawia z kolegą, ktoś zatrzyma się na chwilę – przecież przerwa jest długa. Kierowcy stojący w kolejce mają zdecydowanie mniej czasu.
Pierwszy dzień szkoły pokazał, że problem wraz z rozpoczęciem roku szkolnego wrócił właściwie natychmiast. Nie jest to jednak wyłącznie kwestią 1 września. Wiosną i jesienią, kiedy uczniowie chętniej wychodzą podczas przerw na zewnątrz, sytuacja potrafi powtarzać się codziennie.
Jak poinformował nas inżynier miasta Adam Bak, bliskość przejścia od ronda jest jednym z powodów, dla których znalezienie prostego rozwiązania nie jest łatwe.
Był nawet pomysł, który miał rozwiązać problem od nieco innej strony. Miasto rozważało wprowadzenie do regulaminu parku całkowitego zakazu palenia. Jednym z argumentów było ograniczenie sytuacji, w których uczniowie podczas przerw masowo udają się do parku „na dymka”.
Ostatecznie z tego rozwiązania zrezygnowano.
Jak wyjaśnił sekretarz miasta Włodzimierz Lasek, po zastanowieniu się uznano, że taki zakaz byłby w praktyce bardzo trudny do egzekwowania. Trudno przecież wyobrazić sobie strażników miejskich urządzających regularne pościgi za uczniami po parkowych alejkach.
Jest jednak pomysł, który wydaje się wart rozważenia.
Chodzi o zastosowanie przy przejściu sygnalizacji świetlnej uruchamianej przez pieszych. W normalnej sytuacji ruch samochodowy odbywałby się bez zatrzymywania. Dopiero kiedy ktoś rzeczywiście chce przejść przez ulicę, naciskałby przycisk i uruchamiał zmianę świateł.
Czy takie rozwiązanie jest możliwe w tym miejscu? To wymaga sprawdzenia możliwości technicznych i jego wpływu na organizację ruchu.
Ma jednak jedną zasadniczą zaletę: samochody nie musiałyby zatrzymywać się za każdym razem, kiedy ktoś zbliża się do przejścia.
Adam Bak zwraca uwagę, że przejście znajduje się bardzo blisko ronda. To właśnie powoduje, że zatrzymanie pojazdów przed pasami może niemal natychmiast blokować samo rondo.
Dlatego warto rozważyć również przesunięcie przejścia nieco dalej od ronda. Nawet niewielka zmiana lokalizacji może sprawić, że kolejka samochodów będzie miała gdzie się „rozwinąć”, zamiast blokować skrzyżowanie.
Na szczęście wygląda na to, że nie jesteśmy skazani na wybór: albo uczniowie, albo kierowcy.
Początek roku szkolnego jest dobrym momentem, żeby problem potraktować nie jako sezonową uciążliwość, ale jako zadanie do rozwiązania.
Bo przecież trudno oczekiwać, że uczniowie przestaną chodzić do parku. I równie trudno oczekiwać, że kierowcy z radością zaakceptują przymusowy postój podczas każdej większej przerwy.
Komentarze 107