Piotr Gumulec, komik, konferansjer i członek Kabaretu Chyba, po raz pierwszy mierzy się z tańcem na parkiecie „Tańca z Gwiazdami”. Jego partnerką w 19. edycji programu jest Julia Suryś-Stromecka. Choć przed rozpoczęciem programu nie miał praktycznie żadnego doświadczenia tanecznego, dziś przyznaje, że treningi dają mu dużo radości, ale także ogromnych emocji. Porozmawialiśmy z gwiazdą tej edycji programu o tremie, przygotowaniach, partnerce, tańczeniu „na ostatnią chwilę” i wsparciu, jakie otrzymuje od mieszkańców Piotrkowa.
Propozycja udziału w „Tańcu z Gwiazdami” nie pojawiła się u Piotra Gumulca po raz pierwszy. Jak przyznaje, program proponowano mu już kilka lat temu, jeszcze przed pandemią. Ostatecznie decyzję o udziale podjął dopiero w tym roku, a największy wpływ na jego decyzję miała żona.
Sam początek nie był jednak pełen entuzjazmu. Wręcz przeciwnie – pojawił się strach przed czymś zupełnie nowym i świadomość, jak dużego wysiłku wymaga udział w programie.
Tak, ten program proponowano mi już wielokrotnie, mówiąc szczerze, więc ja się oswajałem z tą myślą i wiedziałem, że w pewnym momencie kiedyś to nastąpi. I nastąpiło w tym roku. Na początku to oczywiście panika, przerażenie, strach, ponieważ ja wszystkiego, co nowe, to się boję. A poza tym też wiedziałem od wielu różnych osób, jak ten program wygląda i ile kosztuje zdrowia i wysiłku. Po prostu byłem ciekaw sam siebie, czy dam radę.
Jak mówi, decyzja nie przyszła od razu. Potrzebował około dwóch miesięcy, aby ostatecznie powiedzieć „tak”.
Myślę, że dwa miesiące trwała taka decyzja i nie ukrywam, że ja byłem sceptyczny mocno. Natomiast moi znajomi, zwłaszcza żona, mnie namówili. Tak naprawdę namówiła mnie żona na to wszystko, więc jakby to jej wina.
Dla osoby, która od niemal dwóch dekad występuje na scenie, kamera i publiczność nie powinny być niczym nowym. Problem w tym, że tym razem Piotr musiał nauczyć się czegoś, czego wcześniej właściwie nie robił – tańczyć.
Pierwszy trening odbył się 10 sierpnia. Wtedy, jak sam mówi, zaczynał od absolutnego zera. Szybko okazało się jednak, że treningi mogą być nie tylko ciężką pracą, ale także źródłem dużej satysfakcji.
Nic, nic nie robiłem. Absolutna nowość, zupełna. Idąc na pierwszy trening, który mieliśmy 10 sierpnia, nie umiałem nic i nie kłamię tutaj, nie oszukuję. Nie przepadam za tym tańczeniem, mówiąc wprost, a przynajmniej nie przepadałem, gdyż znam ograniczenia swojego ciała i wiem, jak to wszystko jest po prostu niewygodne. Natomiast szybko coś się zmieniło, ponieważ okazało się, że treningi przynoszą mi bardzo dużo radości, bardzo dużo zabawy i okazało się, że mam jakieś tam nawet, wedle przynajmniej mojej trenerki, predyspozycje.
Udział w programie daje mu jednak znacznie więcej niż tylko kolejne taneczne umiejętności. Gumulec mówi o większej pewności siebie i przekonaniu, że nawet po czterdziestce można zacząć coś zupełnie od zera.
Sam cały program generuje bardzo dużo emocji, bardzo dużo różnych sytuacji, o których wcześniej się nie myślało albo nie było się w danej sytuacji. Ten program naprawdę bardzo dużo mi daje, ale nie tylko takich umiejętności stricte tanecznych, które są gdzieś do wykorzystania na estradzie. Daje mi bardzo dużo takiej pewności siebie, takiego poczucia, że mogę coś jeszcze zrobić, mając 40 lat, od zera, i to może przynosić jakiś efekt. Nie mówię spektakularny, ale ciężką pracą da się coś wypracować.
Choć Gumulec od lat występuje przed publicznością i kamerami, pierwszy występ w „Tańcu z Gwiazdami” był dla niego zupełnie nowym doświadczeniem. Stres był tak duży, że w pewnym momencie przestał słyszeć muzykę.
Pierwszy odcinek, który dla uczestników oznacza wejście na parkiet przed ogromną widownią, zapamiętał przede wszystkim jako potężny zastrzyk emocji.
Pierwszy odcinek był totalnym huraganem emocji, ponieważ stres był ogromny. 20 lat prawie jestem na scenie, występuję w telewizji wielokrotnie na żywo, przed milionami, ale w życiu się tak nie bałem jak 6 września o 20 w studiu Polsatu. Na tyle się bałem, że w pewnym momencie przestałem słyszeć muzykę, tylko miałem taki szum w głowie. Po prostu stres mi odciął to wszystko.
Jak przyznaje, również sam taniec ucierpiał przez ogromne emocje. Jednocześnie szybko przekonał się, że nie tylko on zmaga się z tremą.
Ten pierwszy taniec też wyszedł tak, jak wyszedł, ponieważ ja tak naprawdę tańczyłem trochę w ciemno, niesiony tym stresem i tymi wielkimi emocjami. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że wszyscy tak mieliśmy. Nawet Marta Mandaryna Wiśniewska, która stała obok mnie na tym balkonie, powiedziała: ‘Guma, ja tańczę od 50 prawie lat, ja w życiu się tak nie bałam’. No więc skoro tancerka zawodowa boi się tańczyć w ‘Tańcu z Gwiazdami’, to nic dziwnego, że ja, zupełne zero, bałem się stokroć bardziej.
Udział w programie oznacza także bardzo szybkie tempo pracy. Uczestnicy mają zaledwie kilka dni na przygotowanie nowej choreografii. Muzykę do kolejnego odcinka otrzymują w piątek, a od poniedziałku zaczyna się właściwa praca nad występem.
Za choreografię pary odpowiada przede wszystkim Julia Suryś-Stromecka, czasami przy wsparciu choreografów programu.
Tak naprawdę nie ma czasu za dużo, żeby się przygotować. W sobotę i niedzielę są próby do danego odcinka, więc my startujemy z pracą w poniedziałek. To też jest wymyślanie choreografii, moja partnerka Julia ją wymyśla, czasem przy wspomaganiu z choreografami programu. I tak naprawdę mamy trzy, cztery dni, żeby to wszystko się nauczyć i przygotować, bo już w sobotę wchodzimy do studia i tam już nie ma czasu na poprawę, tam już są próby i tam już trzeba wszystko umieć.
Na przygotowania składa się jednak nie tylko nauka tańca. Uczestnicy nagrywają również materiały, które widzowie oglądają przed występem.
Wszystko odbywa się w ciągu czterech dni, gdyż jeszcze nagrywamy te materiały, które państwo oglądają tuż przed naszym tańcem. To też jest praktycznie cały jeden dzień potrzebny na to, żeby takie niby półtoraminutowe fragmenty nagrać. To jest taka nauka last minute i to w ostatniej chwili, no bo w cztery dni nauczyć się tańczyć tanga czy salsy nie jest prosto, zapewniam. Jest to bardzo wymagający program, czego może nie widać na ekranie.
Największym przeciwnikiem okazała się własna głowa
Piotr Gumulec nie ukrywa, że fizycznie jego organizm radzi sobie z treningami lepiej, niż sam się spodziewał. Największym wyzwaniem są natomiast koordynacja, pamięć i ogromna ilość informacji, które trzeba jednocześnie przyswoić.
Podczas jednego występu trzeba pamiętać kolejne kroki, odpowiednią postawę, ruchy, tempo i rytm, a jednocześnie reagować na partnerkę i radzić sobie ze stresem.
Najbardziej to są jakieś ograniczenia dotyczące mojej koordynacji ruchowej, mojego ciała, tego, że chciałbym zejść troszkę na przykład niżej w kolanie, ale już sprawia to po prostu za dużo bólu i wysiłku. Oczywiście pamięć też jest istotna tego, co robimy za chwilę, jaki krok będzie za chwilę, z czym się borykam bardzo i niemal do końca zawsze czegoś tam gdzieś zapomnę w finałowym występie.
W ciągu takiego jednego tańca trzeba zapamiętać kroki, trzeba spróbować je zatańczyć technicznie, trzeba je zatańczyć w tempie, trzeba słuchać muzyki, trzeba trafić w rytm. Do tego dochodzi jeszcze stres, rozmowy z jurorami i tak dalej. Bardzo dużo składowych składa się na ten finalny występ. I tak jak obawiałem się, czy moje ciało podoła temu wysiłkowi, to ciało jak najbardziej daje radę, ku mojemu zaskoczeniu. Natomiast bardzo szybko męczy mi się głowa. Natłok informacji, które muszę przyswoić i wdrożyć, sprawia, że głowa naprawdę szybko się męczy i to było dla mnie chyba największe zaskoczenie w tym programie.
Przed rozpoczęciem programu Gumulec nie znał swojej partnerki. Julia Suryś-Stromecka jest od niego młodsza o 15 lat, dlatego początkowo zastanawiał się, jak będą się dogadywać nie tylko na parkiecie, ale również poza nim.
Obawy szybko zniknęły. Podczas pierwszego spotkania para spędziła razem około dwóch godzin, rozmawiając tak, jakby znali się od dawna.
To, że trafiłem na Julię Suryś-Stromecką, jest zrządzeniem losu i za to dziękuję chyba najbardziej. Nie sądziłem, że… Julia jest ode mnie jednak 15 lat młodsza, więc miałem obawy. Większość tancerek jest przecież w młodym wieku, więc między 40 a 25 jest już różnica pokolenia. Miałem pewne obawy, jak my się dogadamy tak po ludzku.
Spotkaliśmy się po raz pierwszy w czasie takiej prezentacji, kto będzie z kim tańczył, w takiej imprezie otwierającej ‘Taniec z Gwiazdami’, i przegadaliśmy chyba z dwie godziny, zupełnie tak, jakbyśmy się znali od nie wiem kiedy. Było to dla mnie bardzo zaskakujące i do tej pory tak jest, że naprawdę bardzo się polubiliśmy. Mamy to samo poczucie humoru, z tego samego się śmiejemy i mamy podobne podejście do wielu spraw. To połączenie nas było wręcz magiczne.
Na parkiecie zmieniają się nie tylko tańce, ale również stroje. Gumulec przyznaje, że uczestnicy mają w tej kwestii niewiele do powiedzenia. Kostiumy są przygotowywane pod konkretny występ, choć czasami można zgłosić swoje uwagi.
Sam przyznaje, że taneczne stroje – podobnie jak choreografie – nie zawsze należą do najbardziej komfortowych.
Ja to w ogóle nie mam nic do gadania, mówiąc szczerze, ponieważ nawet nie za bardzo się to włącza. Wszystkie te stroje do tańca, podobnie jak i sam taniec, to jest generalnie nauka – to wszystko jest bardzo niewygodne. Jest bardzo niewygodne, bardzo ciasne. Jak tańczyłem walca, miałem bardzo taką okrągłą marynarkę, która mi się tam wybrzuszała jeszcze na ramionach, co powodowało, że tej ramy, którą trzeba trzymać, nie było zbyt dobrze widać.
Piotr Gumulec nie wskazuje jednego tańca, w którym czuje się zdecydowanie najlepiej. Każdy z nich jest dla niego wyzwaniem. Początkowo wydawało mu się, że łatwiejsze będą tańce standardowe, ale szybko przekonał się, że utrzymanie odpowiedniej sylwetki również wymaga dużego wysiłku.
Najwięcej frajdy dała mu jak dotąd salsa.
W żadnym, mówiąc szczerze. Każdy jest dla mnie dużym wyzwaniem i dużym wysiłkiem. Z początku wydawało mi się, że rzeczywiście w tych tańcach standardowych będzie mi trochę łatwiej i chyba tak jest. Natomiast utrzymanie tej sylwetki jest dla mnie dużym wyzwaniem, a w momencie, kiedy tej sylwetki w tańcu standardowym nie ma, no to nie ma tańca standardowego po prostu.
Ostatnio tańczyłem salsę, którą jakoś polubiłem. Mnóstwo sił mnie to kosztowało, bo była dosyć szybka i każdy trening, każda powtórka powodowała, że wylewałem z siebie litry potu. Ale gdzieś spodobała mi się ta salsa i chyba najbardziej ją z tych wszystkich tańców do tej pory zapamiętałem.
Zwraca też uwagę na rzecz, której widzowie mogą nie być świadomi. Uczestnicy nie przechodzą klasycznego kursu tańca – uczą się konkretnej choreografii przygotowanej na dany odcinek.
Ja nie jestem tu na kursie tańca. Ja nie umiem tańczyć, ja się nie uczę tańczyć. My uczymy się tak naprawdę zatańczyć dla państwa daną choreografię. Nie ma na to czasu, żebym ja uczył się kroków podstawowych, potem jakiegoś obrotu. My już od razu wchodzimy w konkretną choreografię i to jest chyba takie najbardziej zaskakujące.
Oceny jury nie są dla Piotra powodem do dodatkowego stresu. Jak sam mówi, nie zamierza dyskutować z jurorami o technice tańca, bo zwyczajnie nie uważa się za osobę, która ma w tej kwestii odpowiednią wiedzę.
Jednocześnie jego komediowe doświadczenie pozwala mu korzystać z rozmów z jury jako kolejnego elementu programu.
Ja tutaj nie dyskutuję na temat tańca, ponieważ nie mam o nim żadnego bladego pojęcia, więc jakiekolwiek dyskusje z jury tutaj nie mają sensu. Ale naprawdę, jak ja już to zatańczę, to już nie mam się czego bać. To jest najgorsze za mną. Nic złego się nie wydarzy, jury są mili, sympatyczni i mają swoje opinie, to jest ich prawo. Ja mam na szczęście mikrofon i mogę im odpowiedzieć, i nierzadko z tego prawa korzystam.
Staram się generalnie bawić tym programem. Taką dostałem poradę od wielu ludzi przed przyjściem tutaj i staram się jej trzymać. Bawić się programem, bawić się tańcem, bawić się rozmowami z jury. To jest rozgrywka przecież tak naprawdę, więc staram się z tego korzystać.
Podczas kolejnych odcinków Gumulca wspierają bliscy. Na widowni pojawiała się już jego rodzina, dzieci z żoną, teściowie, a także członkowie Kabaretu Chyba. Wsparcie płynie również ze środowiska kabaretowego.
Parę razy była już rodzina, w sensie dzieci z żoną, byli teściowie, był oczywiście cały mój zespół, mój kabaret z moim bratem, z moją bratową. Także tutaj wsparcie otrzymuję też od środowiska kabaretowego. Nagrywają filmiki, pozdrawiają mnie. Agnieszka Litwin była na widowni, była Ada Borek, był Mikołaj Cieślak z Moralnego Niepokoju, Rafał Zbieć również, Dominika Najdek z K2.
Choć kolejne odcinki kończą się na parkiecie, dla uczestników emocje wcale nie kończą się wraz z napisami końcowymi. Piotr przyznaje, że po niedzielnym programie długo nie może zasnąć, a w głowie wciąż odtwarza taniec.
Jak mówi, właśnie ten poziom emocji jest jednym z największych zaskoczeń całego programu.
To jest chyba największy problem, ponieważ ciężko zasnąć w niedzielę po programie, mówiąc szczerze, i zazwyczaj trwa to gdzieś do trzeciej, czwartej w nocy. Ciągle tańczysz jeszcze. To jest niesamowite i muszę pogratulować twórcom tego programu z BBC i z Wielkiej Brytanii, ponieważ ten program generuje niesamowite emocje wśród uczestników.
To nie jest tylko to, że ja to tak przeżywam. Wszyscy tutaj to bardzo przeżywają, podchodzą do tego bardzo poważnie i z takim szacunkiem. No ale to też kosztuje emocji, też kosztuje zdrowia. Nie myślałem, że będzie mnie to tak emocjonalnie wciągać.
Gumulec nie ukrywa, że bardzo mocno odczuwa również wsparcie mieszkańców Piotrkowa i okolic. W programie pojawiły się już materiały związane z jego rodzinnym miastem, w tym z ulicą Wronią, gdzie się wychowywał.
Na koniec rozmowy podziękował mieszkańcom za wszystkie głosy i słowa wsparcia. Jednocześnie przyznał, że chciałby zostać w programie jeszcze przynajmniej kilka tygodni.
Dziękuję wszystkim, dziękuję Piotrkowianom i okolicznym mieszkańcom za wszelkie wyrazy wsparcia, bo słyszę o nich, słyszę od mamy, słyszę od rodziny, od Bartka, że tutaj Piotrków się mobilizuje i wspiera. Byliśmy z kamerą w Piotrkowie, byliśmy na moim osiedlu na ulicy Wroniej, na którym się wychowywałem przez 20 lat, więc tam też sąsiadki mnie poznały. Ja je również, więc dostałem bardzo, bardzo dużo wsparcia.
Cieszę się, że i o Piotrkowie można przy okazji co nieco wspomnieć, więc dziękuję bardzo, pozdrawiam i proszę o jeszcze. Jeszcze bym sobie tutaj ze dwa tygodnie przynajmniej potańczył.
Kolejny odcinek „Tańca z Gwiazdami” z udziałem Piotra Gumulca już w niedzielę o godz. 19:55 w Polsacie.
Komentarze 11